Dla jednej z angielskich gazet wypowiedział się Mark Hughes, obecnie szkoleniowiec Fulham, a kiedyś Manchesteru City. Popularny Walijczyk wyznał, że nie spędził zbyt miłego czasu na Eastlands, lecz wiele się nauczył.
Hughes stracił posadę w ekipie „The Citizens” w grudniu zeszłego roku. Stało się to krótko po wygranym meczu z Sunderlandem, lecz wpływ na zwolnienie z pewnością miała haniebna seria remisów oraz wysoka (0:3) porażka z Tottenhamem na White Hart Lane. „Sparky’ego” szybko zastąpił Roberto Mancini.

– Prezes Khaldoon Al Mubarak złożył mi niespodziewaną wizytę i było już jasne, że zamierzano mnie zwolnić. Ale potem wygraliśmy 3:0 z Arsenalem i 2:1 z Chelsea. Wszystko sprowadziło się zatem do porażki z Tottenhamem. Cóż, czekali na tę szansę. Nie byłem ich człowiekiem, to nie oni mnie zatrudnili. Podporządkowywałem się bardziej niż powinienem. Uległem w kwestii moich własnych metod bardziej niż powinienem. To się już więcej nie zdarzy. Powiem tyle: to uczyniło mnie lepszym menedżerem – wyznał Hughes.
Obecnie Roberto Mancini jest krytykowany za zbyt defensywny styl gry, w dodatku tylko z jednym napastnikiem. Co jest zaskakujące, Włoch na szpicy często ustawia dość niskiego Teveza, co zresztą wywołało ostatnio małą burzę w mediach (vide domniemana kłótnia z liderem ofensywy). Tymczasem Hughes dodał, że zdecydowanie preferuje częste ataki na bramkę przeciwnika, wszak do takiej filozofii przyzwyczaił się, grając dla Manchesteru United, Chelsea czy Barcelony.











