Obecny sezon angielskiej ekstraklasy wielkimi krokami zbliża się do końca. Walka o uniknięcie degradacji jest nie mniej zacięta niż batalia o mistrzowski tytuł. Spadkiem zagrożone jest nawet osiem klubów. Części z nich widmo degradacji powoli zaczyna zaglądać głęboko w oczy. Jednym z takich zespołów jest Huddersfield Town, które ma szansę stać się pełnoprawnie najgorszą drużyną ostatniej dekady Premier League.
Przed sezonem 2017/18 we wszystkich prognozach ekspertów „Teriery” były skazywane na rychłą degradację. Jednak zespół prowadzony przez Davida Wagnera dzięki wielkiemu zaangażowaniu i dyscyplinie taktycznej dokonał wręcz niemożliwego. Po zapewnieniu utrzymania w dramatycznych okolicznościach w spotkaniu z Chelsea wśród wszystkich związanych z Huddersfield Town zapanowała euforia. Sceny niesamowitej radości zawodników i szkoleniowców z John Smith’s Stadium obiegły świat. Historia o piłkarskim (dosłownie patrząc na budżety rywali) kopciuszku miała swoje szczęśliwe zakończenie. Świętowanie sukcesu jednak jakby się przedłużyło. Zamiast wydatnie wzmocnić zespół przed kolejnym sezonem władze Huddersfield Town przespały letnie okno transferowe. Nazwiska oraz umiejętności graczy, których sprowadzono na John Smith’s Stadium nie robiły wrażenia. Wśród „Terierów” nie było jednak nerwowości. Głównie za sprawą podpisania nowego kontraktu przez Davida Wagnera tuż po zakończeniu sezonu.
– Decyzja o przedłużeniu mojego pobytu w tym klubie nie była trudna. Relacja jaką Christoph, Andy oraz ja mamy z Deanem Hoylem (prezesem klubu), resztą zarządu, personelem i kibicami jest wyjątkowa. Osiągnęliśmy niesamowite rzeczy w ciągu dwóch i pół roku, a obecnie jestem podekscytowany przyszłością. Nadal mamy dużo pracy do wykonania. Dostosowujemy się do realiów Premier League, ale ten klub i jego ludzie mają ambicję, pragnienie i podejście, aby podjąć to wyzwanie – mówił po podpisaniu umowy architekt sukcesu Huddersfield Town.
Nowy kontrakt szkoleniowca oraz sukces z poprzedniej kampanii zaciemniły realny obraz wszystkim na John Smith’s Stadium. Bieżący sezon boleśnie zweryfikował zespół „Terierów”, który spełnia tym razem przedsezonowe prognozy ekspertów okupując dno tabeli.

Co ma wisieć, nie utonie?
Brak elementu zaskoczenia związany ze statusem beniaminka jest jednym z głównych powodów słabej dyspozycji Huddersfield Town w obecnej kampanii. Po zeszłym sezonie nikt z rywali nie lekceważy już zespołu z John Smith’s Stadium. Ponadto zaangażowanie i walka przestały wystarczać do odnoszenia korzystnych rezultatów. Dodatkowo nieskomplikowany pomysł Davida Wagnera na grę został już rozczytany przez szkoleniowców przeciwników. W zespole Huddersfield Town nie zmieniło się nic. Przynajmniej na lepsze. Brak jakichkolwiek nowych elementów w grze sprawił, iż „Teriery” szybko zagościły w strefie spadkowej. Jeszcze w połowie stycznia zespół przed degradacją próbował ratować David Wagner rozstając się z klubem. Następca Amerykanina miał dać drużynie z John Smith’s Stadium nowy impuls w walce o ligowy byt. Heroiczny czyn szkoleniowca niewiele jednak pomógł Huddersfield Town. „Teriery” od momentu odejścia Davida Wagnera zainkasowały zaledwie trzy punkty.












