Na koniec sobotnich emocji w Bundeslidze beniaminek Hertha Berlin podejmował Hamburger SV. Dla tych pierwszych była to okazja, by o ich klubie mówiono w nieco inny sposób niż ostatnio, gdy BSC kojarzono z seksaferą. HSV cały czas walczy o poprawę nastrojów wśród fanów, którzy nie są zadowoleni z obecnego dorobku punktowego swoich ulubieńców.
W pierwszej połowie to, co działo się na boisku, nie było zaskoczeniem. Do zmiany tej sytuacji przyczynił się szkoleniowiec Herthy Berlin, który w 23. minucie zdjął z murawy Brooksa. W miejsce Amerykanina wszedł Niemeyer. Decyzja nie wydawała się dziwna, jednak to tylko pozory. Piłkarz pochodzący ze Stanów Zjednoczonych nie wyglądał na kontuzjowanego. Dlaczego Jos Luhukay to zrobił?

Tradycyjnie już w 3. kolejce bramkarz musiał popełnić jakiś błąd. Przydarzył się on Kraftowi, który próbując wybić piłkę, stanął na niej i się przewrócił. Na szczęście zdążył wstać i okiwać napastnika, który akurat go atakował. Tym razem obyło się bez konsekwencji, a golkiperowi nic się nie stało.
Pierwszą okazję do strzelenia gola Hertha miała dopiero w 41. minucie, a sytuację wypracował sobie Allagui. Pomocnik berlińczyków najpierw znakomitym dryblingiem minął kilku obrońców, by ostatecznie dać się wyrzucić za boisko i zablokować swoje dogranie. Niestety, dość głęboka defensywa gospodarzy psuła atmosferę piłkarskiego święta. Kibicom na Olympiastadion zdecydowanie się to nie podobało, co kończyło się gwizdami skierowanymi w stronę obu ekip. Poziom spotkania nie był zbyt wysoki, więc i sędzia postanowił nie męczyć kibiców i po doliczonej minucie zakończyć ten „spektakl”.
Widowisko postanowili dać również kibice Herthy, którzy chwilę przed rozpoczęciem drugiej odsłony meczu odpalili kilkanaście rac. Pozostaje zadać pytanie: jakie kary czekają stołeczną ekipę? Gracze BSC tuż po gwizdku ruszyli do ataku, by już w pierwszej akcji wywalczyć rzut rożny. I tym razem Rene Adler pewnie wybił piłkę. Gospodarze w pewnym momencie robili z HSV, co chcieli. Najbliżej gola byli w 51. minucie. Tuż przed bramką gości powstało wielki zamieszanie, a najbliżej wpakowania futbolówki do siatki był Ramos, który dwukrotnie próbował uderzać, jednak żadna próba nie przyniosła rezultatu.
Okazje marnowali również przyjezdni. Znakomita centra Beistera w pole karne przeszła obrońcę Schulza, ale Rudnevs i van der Vaart minęli się z futbolówką. Nawet takie groźne kontry nie spowodowały, że „Niebiesko-biali” zrezygnowali ze zmasowanych ataków, bo przynosiły one rezultaty. W 65. minucie w polu karnym faulowany był Ramos, jednak arbiter uznał, że napastnik udawał, i kazał kontynuować grę.
Niestety. Z minuty na minutę gra była mniej efektowna, a piłkarze coraz częściej uciekali się do fauli i nieprzepisowych zagrań. Ponadto piłkarze nie byli w stanie w stanie skonstruować nawet jednej składnej akcji aż do 74 minuty. W pole karne przeciwnika znakomicie wbiegł Schulz, który dostał zagranie w tempo od Ben Hatiry. Adler, zmuszony do opuszczenia linii bramkowej, został minięty podaniem, a piłkę do pustej siatki wpakował Ramos.








