Niesamowitej rzeczy dokonali gracze Hoffenheim. Wydawało się, że w obliczu pojedynku z wielką Borussią ich spadek jest już prawie pewien. Jednak gracze Hoffenheim zebrali się w drugiej połowie i doprowadzili do stanu 1:2, który dowieźli z odrobiną szczęścia do końca meczu.
W sobotnie popołudnie na Signal Iduna Park spotkały się drużyny z bardzo odległych miejsc w tabeli. Można było się spodziewać, że Borussia Dortmund, która o nic już nie walczy w tej ostatniej kolejce Bundesligi, będzie starała się złapać dobrą formę przed finałem Ligi Mistrzów. Jednak drużyna gości cały czas musiała walczyć o utrzymanie, do którego bezwzględnie potrzebowała zwycięstwa w tym meczu.
Pierwszą bramkę obejrzeliśmy już w 6. minucie i był to gol Lewandowskiego. Na lewym skrzydle dużo miejsca miał Schmelzer, co skrzętnie wykorzystał, posyłając piłkę na nos w pole karne, gdzie znalazł się jego partner i pokonał bramkarza gości.
Po dwudziestu minutach gry świetną akcję przeprowadził Błaszczykowski. Zabrał się z piłką i mijając kilku rywali, wdarł się w pole karne, i oddał strzał. Bramkarz szczęśliwie obronił, ale przewaga Borussii była dziś bardzo wyraźna.
Po długim okresie posuchy i nudnej dla kibiców gry w środku pola ciekawą sytuację zobaczyliśmy dopiero na dziesięć minut przed końcem drugiej połowy, kiedy to Firmino otrzymał penetrujące prostopadłe podanie i znalazł się sam na sam z Weidenfellerem. Trafił jednak prosto w bramkarza gospodarzy.
W ramach rewanżu z drugiej strony boiska chwilę później dwie doskonałe sytuacje zmarnował Lewandowski. Najpierw po płaskim dośrodkowaniu Piszczka źle przyjął piłkę na piątym metrze i oddał słaby strzał, który z łatwością wybronił Casteels. Po tej akcji Borussia miała rzut rożny, po którym znów strzał oddał polski napastnik, ale ponownie był nieskuteczny.
W końcówce pierwszej połowy rozochociła się drużyna Borussii. Chwilę później przed polem karnym Hoffenheim stworzyło się ogromne zamieszanie, kiedy to kilku zawodników BVB desperacko szukało miejsca do strzału. Każdy z nich te poszukiwania kończył niepowodzeniem i oddawał piłkę następnemu. Ostatecznie strzał lewą nogą oddał Błaszczykowski, ale po rykoszecie piłka wyszła na rzut rożny.
Kolejny świetny mecz rozgrywał dziś Błaszczykowski i to po jego akcji pod bramką Hoffenhaim znów zrobiło się gorąco. Przeprowadził rajd skrzydłem do końcowej linii i wycofał piłkę do nabiegającego Kehla, który zmarnował jednak doskonałą sytuację.
Borussia w dzisiejszym meczu stwarzała mnóstwo sytuacji, lecz nie umiała zamienić ich na bramki. Strzały jeden za drugim lądowały na trybunach lub w rękach Casteelsa. W końcu się to zemściło, bo w polu karnym błąd popełnił Hummels. Rywal mu się urwał, a spóźniony obrońca Borussii faulował go i nie było żadnych wątpliwości, że należy się karny. Stały fragment pewnie wykorzystał Salihović i zwycięstwo Borussii nagle przestało być takie pewne.
Chwilę później byliśmy świadkami kuriozalnej sytuacji, ponieważ w sytuacji sam na sam z z Schipplockiem Weidenfeller faulował napastnika gości, czym w oczach sędziego zasłużył na czerwoną kartkę, a przy okazji Hoffenheim otrzymało drugi rzut karny w krótkim odstępie czasu. Co dziwne, w rolę bramkarza wcielił się Grosskreutz, który od schodzącego Weidenfellera wziął rękawice i bluzę, i stanął w bramce Borussii naprzeciwko Salihovicia. Bośniak mógł być zdezorientowany, jednak nie pokazał tego po sobie, pewnie wykorzystując rzut karny. W tym momencie zrobiło się 2:1 dla Hoffenheim.








