W spotkaniu otwierającym zmagania 23. kolejki Bundesligi byliśmy świadkami wspaniałego widowiska w Hoffenheim. Podopieczni Rafla Rangnicka podejmowali bowiem Borussię Moenchengladbach i zdołali zremisować przy stanie 0:2. Jednym z bohaterów był z pewnością Carlos Eduardo, który asystował przy pierwszym golu gospodarzy, drugiego zaś sam strzelił.
Na Rhein-Neckar Arena konfrontowali się sąsiedzi z ligowej tabeli. Podopieczni Ralfa Rangnicka, a więc zespół TSG Hoffenheim w Bundeslidze plasuje się na 10. miejscu, ich rywal – Borussia Moenchengladbach – znajduje się pozycję niżej. Mecz typowych średniaków, z których żaden nie jest na chwilę obecną zainteresowany ani spadkiem, ani walką o europejskie puchary.

Zgodnie z oczekiwaniami, pierwszą dogodną okazję do zdobycia bramki stworzyli gospodarze. Na lewym skrzydle rywala minął Christian Eichner i płasko dogrywał w okolice piątego metra. Tam na futbolówkę nabiegał Vedad Ibisević, lecz Bośniak w nią nie trafił i musiał w tej sytuacji obejść się smakiem, choć brakowało niewiele. 25-letni napastnik raz jeszcze stanął przed szansą na wpisanie się na listę strzelców w 11. minucie gry. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, strzał głową zawodnika Hoffenheim minimalnie minął lewy słupek bramki Logana Bailly. W kolejnych fragmentach meczu brakowało wprawdzie klarownych sytuacji, jednak przewaga w ofensywie popularnych „Wieśniaków” nie podlegała dyskusji. To oni nadawali ton grze, lecz nie mogli znaleźć recepty na francuskiego golkipera Borussii.
Futbol to jednak gra błędów, a jeden z nich w 31. minucie popełnił kapitan gospodarzy, Per Nilsson, zagrywając ręką poza polem karnym. Jeszcze gorszej pomyłki dopuścił się arbiter, który zamiast podyktować rzut wolny, przyznał gościom rzut karny. „Jedenastkę” na gola bezproblemowo zamienił wówczas Filip Daems i z przebiegu meczu mogliśmy śmiało mówić o niespodziance. Piłkarze Hoffenheim po utraconej bramce musieli się otworzyć, chcąc wyrównać stan rywalizacji. Była to woda na młyn dla podopiecznych Michaela Frontzecka, którzy z minuty na minutę stawali się coraz groźniejsi w kontratakach. Ostatecznie jednak rezultat do przerwy nie uległ już zmianie, a o wiele lepsze nastroje mieli zawodnicy w białych strojach.
Druga odsłona miała być poprawą skuteczności w ofensywie gospodarzy, a tymczasem już na początku po raz kolejny Logan Bailly musiał wyciągać piłkę z siatki. W 52. minucie po dośrodkowaniu do Raula Bobadilli, Argentyńczyk chcąc strzelać szczupakiem, odegrał do nadbiegającego Roberto Colauttiego. 27-letni Izraelczyk nie miał już problemów z umieszczeniem futbolówki w pustej bramce i podwyższył prowadzenie przyjezdnych na 0:2.
Po golu kibice na Rhein-Neckar Arena ucichli, a niekiedy pojawiały się gwizdy. Mówiąc zaś w żargonie piłkarskim, z graczy Hoffenheim wyraźnie zeszło powietrze, nie jednak na tyle, by uznać mecz za przegrany. Drużynę do walki poderwał w 69. minucie Carlos Eduardo, który po dynamicznym rajdzie w pole karne, jak na tacy wyłożył futbolówkę Vedadowi Ibiseviciowi. Bośniakowi nie pozostało nic innego, jak zmniejszenie rozmiarów porażki na 1:2.









