Nowy selekcjoner Anglików, Roy Hodgson, wie, że jego życie nie będzie w niedalekiej przyszłości łatwe. Obecny menedżer WBA przyznaje, że będzie potrzebował grubszej skóry, żeby poradzić sobie z presją w nowej pracy.
Ogłoszenie jego nominacji na to stanowisko we wtorek nie spotkało się z przyjaznym odbiorem mediów. Tabloid „The Sun” zaczął go od razu nazywać pogardliwie „Woyem” Hodgsonem, jako że ten nie umie poprawnie wymówić głoski „r”. Sam zainteresowany twierdzi jednak, że nie przejmuje się krytyką i chociaż będzie to trudniejsze niż dotychczas, to sobie z nią poradzi.

– Może powinienem wyhodować sobie grubą skórę. Jestem trenerem piłkarskim. Tak było przez całe moje życie. Radzenie sobie z mediami było tego elementem. Nie unikałem tego i mnie to nie obchodziło. To część moich obowiązków.
– Radzę sobie z tym i wykonuję swoją pracę. Moją mocną stroną jest trenowanie piłkarzy oraz przygotowywanie, budowanie i ulepszanie zespołów piłkarskich. Na tym głównie polega zadanie selekcjonera reprezentacji Anglii. Jeśli będę na coś wrażliwy, to znaczy, że nie mam wystarczająco twardej skóry. Ale wolę to niż brak pożądanych środków do wykonywania tej pracy.
Były szkoleniowiec m.in. Liverpoolu wierzy w swoje umiejętności i dodaje, że nie wahał się ani przez sekundę, czy przyjąć ofertę FA.
– Nie było cienia wątpliwości. Byłem już kandydatem w przeszłości, ale wtedy pracę dostał ktoś inny. Kiedy nadarzyła się okazja, to mimo że być może powinienem to przemyśleć, nie zrobiłem tego. Jestem po prostu szczęśliwy i zadowolony z szansy poprowadzenia mojego kraju i pomocy zespołowi w osiągnięciu sukcesu.
Pojawiły się sugestie, według których Hodgson powinien spotkać się ze swoim poprzednikiem, Fabio Capello, żeby przedyskutować, co Anglicy mogliby zrobić, żeby zwiększyć swoje szanse na mistrzostwo.
– To dobry pomysł. Nie mam wątpliwości, że postaram się z nim porozmawiać, jeśli uda mi się go złapać, ale na razie nie miałem okazji, żeby to zrobić.
Nowy trener nie wierzy też, że brak sukcesów Anglii na arenie międzynarodowej ma cokolwiek wspólnego z produkowaniem młodych talentów na Wyspach.
– To byłaby bardzo ostra krytyka. Szacunek dla angielskiego futbolu jest bardzo duży. Wszyscy, tak jak my, są zaskoczeni, że nie udało nam się wykorzystać talentów, które produkujemy. Ale twierdzenie, że coś jest na pewno źle, to za dużo. W turniejach potrzeba trochę szczęścia, a nam go brakowało. Oczekiwania są bardzo wysokie, jest też strach przed porażką. Musimy wiedzieć, że jest to również element wszystkiego, co robimy, więc musimy to wziąć pod uwagę podczas przygotowań.
Obecny klub Hodgsona, West Bromwich Albion, ma do rozegrania jeszcze dwa mecze. Trener przyznaje jednak, że teraz skupia się już tylko na nowej pracy.










