Na pogrzebie jest lepsza atmosfera niż w szatni Arsenalu Londyn. Po dwóch meczach „Kanonierzy” mają na koncie tylko punkt i głowy pełne zniechęcenia oraz frustracji. Nawet furiat Arsene Wenger przypomina poskromionego lwa. Przed londyńczykami kolejny test – starcie na Old Trafford z mistrzem kraju. W innym hicie trzeciej kolejki Tottenham podejmie kolejnego kandydata do zwycięstwa w lidze – Manchester City.
Dwa mecze, dwie czerwone kartki i ani jednej bramki. W dodatku Arsenal od dawna nie grał tak brzydko i nieskutecznie. Gdy spojrzy się na personalia „Kanonierów”, to można złapać się tylko za głowę. Wenger nie ma kim straszyć i „Czerwone Diabły” na pewno nie wezmą nóg za pas na widok jego małej armii. Nie dojdzie także do rzutu pizzą w głowę sir Aleksa Fergusona. Szkocki menedżer podczas apogeum konfliktu z Arsenem Wengerem w 2004 roku miał bliskie spotkanie z kawałkiem ulubionego dania włoskiej nacji. Siedem lat później spotkanie budzi już mniej emocji, a wynik znacznie łatwiej przewidzieć. United w drugiej kolejce rozbili Tottenham i od samego początku prezentują wysoką formę. Natomiast Arsenal na domiar złego stracił na rzecz Manchesteru City Samira Nasriego. Eksperci typują, że ten sezon znów zakończy się bez jakiegokolwiek trofeum na Emirates Stadium. Po dwóch tygodniach walki raczej nie powinno się ferować takimi wyrokami, ale ewentualna i prawdopodobna porażka z United obniży jeszcze bardziej morale w szatni. Zapinamy pasy i startujemy w niedzielę o 17.
Przed głównym daniem czeka nas równie soczysta przekąska. Najmocniejszy w historii Manchester City przyjedzie do niebezpiecznej dzielnicy Tottenham. Niedawne zamieszki w Londynie wzniecono niedaleko White Hart Line i właśnie tam City powinno czekać prawdziwe piekło. W ostatnich czternastu meczach Tottenham wygrywał jedenaście pojedynków z najbliższym rywalem i zdobywał więcej bramek. Jednak w zeszłych rozgrywkach górą byli podopieczni Roberto Manciniego i to oni są faworytem tego meczu. Obie ekipy regularnie w minionych latach walczyły o czwarte miejsce w tabeli, ale to już przeszłość. Teraz City celują w pierwsze miejsce na pudle i z pewnością w niedzielne popołudnie Brada Friedela czeka wiele pracy.
W niedzielne popołudnie kibice angielskiej Premiership będą emocjonować się dwoma kolejnymi meczami. Newcastle na St. James Park podejmie Fulham, a West Bromwich Albion zagra ze Stoke. Szczególnie interesująco zapowiada się to drugie spotkanie. West Brom nie zdobył na razie ani jednego punktu, ale grał z Chelsea oraz Manchesterem United i postawił utytułowanym rywalom bardzo twarde warunki. Pojedynek strzelców: Kenwyne’a Jonesa i Shane’a Longa.
Czas cofnąć się do pierwszego dnia weekendu. W sobotę najciekawiej zapowiada się rywalizacja Liverpoolu z Boltonem. „Kłusaki” pokazały w zeszłym tygodniu, że walczą do końca i przegrały z City tylko 2:3. Z kolei Liverpool na razie gra w kratkę. 4 punkty i nierówna gra nie pozwalają na ocenę ekipy prowadzonej przez Kenny’ego Dalglisha. Bolton to wymagający, nieodstawiający nogi przeciwnik.
W pozostałych meczach Aston Villa powalczy o czołówkę z bardzo dobrze grającym Wolverhampton. Wigan po siedmiu latach podejmie Queens Park Rangers, opromienionych wygraną z Evertonem. Wspomniani „The Toffees” na wyjeździe powalczą o punkty z przedostatnim w tabeli Blackburn. Na dużo bramek liczą fani Chelsea, która podejmie Norwich. Oba zespoły ostatni raz zmierzyły się w 2004 i 2005 roku. Londyńczycy wygrali odpowiednio 3:1 i 4:0. Jednak na prawdziwy debiut czekają piłkarze Swansea. Walijczycy nigdy w dziejach nie stanęli w szranki z Sunderlandem.










