W pierwszym spotkaniu grupy śmierci reprezentacja Portugalii zremisowała bezbramkowo z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Na boisku oglądaliśmy dużo walki i zaciekłych akcji, lecz głównie w środkowej części boiska. Spotkanie nabrało rumieńców dopiero po przerwie, a mimo to zabrakło goli.
Początek meczu to niezwykle wyrównane fragmenty gry. Swoją szanse mieli piłkarze z Afryki, lecz Portugalczycy nie mieli zamiaru pozostać dłużni. Z rzutu wolnego ze znacznej odległości uderzał Cristiano Ronaldo, ale futbolówkę zablokował mur rywala.

Groźnie zrobiło się dopiero w 11. minucie spotkania. Na strzał z dystansu zdecydował się najdroższy gracz Realu Madryt, lecz potężne uderzenie wylądowało na słupku bramki Barry’ego. Portugalczycy mogli mówić w tej sytuacji o dużym pechu. Po spokojnym premierowym kwadransie dwukrotnie swoich sił próbowali podopieczni Svena Gorana Erikssona, lecz za każdym razem bardzo się mylili.
Wart odnotowania jest efektowny, indywidualny rajd napastnika OSC Lille, Gervinho w 24. minucie meczu. Piłkarz Wybrzeża Kości Słoniowej popędził lewym skrzydłem, przedryblował dwóch rywali, a kiedy wydawało się, że stanie oko w oko z Eduardo, powstrzymał go trzeci z piłkarzy Carlosa Queiroza. Wymiana ciosów wciąż trwała, lecz brakowało nadal sytuacji podbramkowych. Obie drużyny grały falami – raz inicjatywa była po stronie Afrykanów, którzy długo utrzymywali się przy piłce, innym razem Portugalczycy kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń.
Już na początku drugiej odsłony znowu dał o sobie znać aktywny Gervinho. Ponownie próbował zwieść kilku rywali i gdy wszedł z futbolówką w pole karne, potężnie kropnął. Na jego nieszczęście na posterunku był Eduardo i skutecznie interweniował. Chwilę później kolejne dwie sytuacje miały miejsce w „szesnastce” piłkarzy z Europy. Brak jednak skuteczności, której pokaz mieliśmy w premierowej części meczu, trwał w najlepsze. W 54. minucie mieliśmy… dopiero pierwszy celny strzał Wybrzeża Kości Słoniowej. Zza pola karnego próbował wówczas Salomon Kalou, ale z jego próbą bez problemów uporał się portugalski golkiper.

Pięć minut później niski wzrostem, wielki duchem Liedson, pokazał, że będąc znacznie niższym od środkowych obrońców rywala, można być górą w powietrznym pojedynku. Snajper Sportingu Lizbona groźnie uderzał z głowy z piątego metra, lecz Barry bezbłędnie wychwycił ten strzał. Z minuty na minutę coraz bardziej zaczęli się rozkręcać Portugalczycy. Jakby wiedzieli, że wejście na plac gry Didiera Drogby jest nieuniknione i strzelić gola trzeba przed urzeczywistnieniem tego wydarzenia. Niestety, podopiecznym Queiroza nie udała się ta sztuka, gracz Chelsea na murawie pojawił się bowiem w 65. minucie.










