Najlepsza piłkarska liga świata? W tej chwili odpowiedź dla wielu jest prosta i jednoznaczna – liga angielska. Kto się z tym nie zgadza, nie ma dziś łatwego życia. Dominacja Premier League z roku na rok wzrasta, pozycja Primera Division i przede wszystkim Serie A notuje regres. No właśnie, czy podobnie nie jest z zainteresowaniem kibiców? Czy rozgrywki, które na przemian dominowały w Europie w latach 90-tych mają jeszcze dla fanów wyjątkowy smak? Gdyby połączyć wszystkie składniki powstałaby przecież ciekawa hiszpańsko-włoska mieszanka. I stąd właśnie ta zupa. Niekonwencjonalnie i subiektywnie o dwóch ligach, których strącenie z piedestału boli autorów tego tekstu na tyle, że wspólnymi siłami znów chcą przywrócić im postać smakowitego dania. Tak więc smacznego!
Prolog
Zestaw składników, z których powstanie nasz premierowy wywar jest w przewadze konkretnymi wyliczeniami. Skłoniło nas do tego jedno: liczba angielskich piłkarzy w podstawowych składach czterech najlepszych klubów Premier League. Podczas ostatniego weekendu wyglądała ona, subtelnie ujmując, blado i nie jest to wydarzenie jednorazowe, lecz powtarzające się w porównywalnej skali co kolejkę. Oczywiście od dłuższego czasu wszyscy zauważają problem minimalizacji kadr topowych angielskich klubów o „swoich” zawodników, ale czy suma negatywnych wniosków jest wystarczająca? Dla większości kibiców na całym świecie Premiership stanowi najlepiej wypieczony ligowy produkt. Dla samych podwładnych królowej Elżbiety wypiek jest już chyba zbyt międzynarodowy. Stawiamy więc odważną tezę, że Anglia stała się miejscem, które „tylko” gości i firmuje najlepsze klubowe rozgrywki świata, nie potrafiąc czerpać z nich dla siebie większych korzyści.
Ktoś może zapytać, prawdopodobnie z oburzeniem, co takie hiszpańsko-włoskie typy jak my, szukają na obcej dla siebie działce? Odpowiedź jest prosta. Chcemy pokazać, odnosząc się do powyższego przykładu oraz kilku innych, że La Liga i Calcio są równie, jeśli nie bardziej, produktywne co rozgrywki na Wyspach. Głównie w odniesieniu do zjawisk, które nie są w pierwszej kolejności poddawane polemice. Z premedytacją wrzucamy więc kamyczek do nie swojego ogródka, aby unaocznić, że gdyby nie m.in. zjawisko nierównomiernej komercjalizacji, liga angielska nie byłaby tak bezkonkurencyjna i nie zepchnęłaby w cień naszych dwóch kochanych, futbolowych półwyspów: Iberyjskiego oraz Apenińskiego. To w ich imieniu podjęliśmy się zadania wskazania pięty achillesowej wytworu, który na pierwszy rzut oka wydaje się perfekcyjny.
Liga cudzoziemska
Nie trzeba mieć wpisane w metryce Kolumb, aby wiedzieć, ile dla The Reds znaczą Jamie Carragher i Steven Gerard. Niejednemu ta właśnie para wychowanków bardziej kojarzy się z Liverpoolem niż, swego czasu kultowa, kapela Beatlesów. Wspomniani przez nas kopacze to nie tylko żywe legendy, które jeszcze przez kilka dobrych lat z tą samą skutecznością będą gryźć murawę angielskich boisk, ale… jedyni krajowcy występujący w barwach klubu z Anfield! Sceptycyzm poznawczy Rafy Beniteza? Niekoniecznie. Pokusiliśmy się o analizę trzech ostatnich kolejek Premiership. Zapraszamy do zapoznania się z rezultatami.
Temat Anglików w Premiership jest już od dłuższego czasu na ustach Wyspiarzy i wcale nie cichnie. FIFA do spółki z UEFA straszą kluby coraz to nowszymi pomysłami pokroju 6+5, 4+4 oraz innymi cudami. Sporo tu matematyki, choć trudno się temu dziwić. W ciągu ostatniej dekady liczba „swojaków” w najstarszej lidze świata sukcesywnie ulega uszczupleniu. (W sezonie 2000/2001 wynosiła ona 207, 2005/2006 186, zaś w obecnym tylko 174 Anglików). Paradoksalnie od dziesięciu lat każda angielska drużyna musi posiadać szkółkę, w którą, jakby nie patrzeć, co roku trzeba zainwestować +/- 3 mln funtów. Wszystko wygląda cacy, ale po co tyle zachodu, skoro menadżer prędzej zaufa młodziakowi wygrzebanemu przez skautów z czeluści Ameryki Południowej, niż z własnej przystadionowej wytwórni?
Pewnie, szukamy dziury w całym. W końcu Anglicy (ironia niezamierzona) zdominowali Europę niczym w latach 40-tych Cola-Cola. Jednak każdy sukces ma swoje negatywne odbicie. Jesteś w gorącej wodzie kąpany? Nie chcesz budować drużyny od podstaw, a mieć gotową maszynkę, konkurencyjną nie tylko na własnym podwórku? Płać! Cena za takiego boiskowego herosa to zaledwie kilkadziesiąt mln euro plus 1/5 tej sumy, żeby zapewnić mu godny na miarę jego talentu byt. Niejeden miał już na to dobry patent. Problemy zaczynają się, kiedy okazuje się, że nasze wcześniejsze inwestycje nigdy się do końca tak naprawdę nie zwrócą. Co więcej, los dla bardziej rozrzutnych włodarzy lubi być mściwy (patrz światowy kryzys ekonomiczny). „Rekiny finansjery” na razie trzymają nerwy na wodzy, jednak trudno oczekiwać, aby dożywotnio czekali na spłatę sum, które z trudem da się wklepać na zwykłym kalkulatorze.
Kwoty przeznaczone na zarobki piłkarzy (w mln euro):
Anglia: 1 440
Hiszpania: 822
Włochy: 722
Zadłużenia klubów Premier League (w mln euro):
Manchester: 963
Chelsea: 928
Liverpool: 441
Arsenal: 401
Kibice biją na alarm. Czy w końcu wytupią nogami np. godnego następcę Davida Seamana? Nie widzimy przeciwwskazań, żeby reprezentacja poszła tropem klubowych gigantów. Zresztą tęgie umysły FA nie próżnują i starają się wykoncypować coraz to nowsze pomysły, jak zastępować kadrowiczów „styranych” już wieloletnią grą (patrz chytry plan pod kryptonimem „Almunia”).
Młodzież prawdę ci powie
Sukcesy pierwszej reprezentacji są w większości przypadków rezultatem zbierania we wcześniejszych latach laurów przez drużyny młodzieżowe (Polska to niestety wyjątek). Ileż razy słyszymy o złotej generacji piłkarzy, którzy w wieku 17 czy 18 lat odnieśli zwycięstwo w ME lub MŚ, a później trafili do tej najważniejszej kadry z etykietą zawodników, na których rodacy pobudzeni ich sukcesami, (za)bardzo liczą. Ostatnie 10 lat coraz wyraźniej zaczyna oddziaływać na obecny i przyszły futbolowy podział sił. Natomiast analiza występów trzech drużyn, które najbardziej nas interesują, prowadzi do klarownych wniosków.
Na Starym Kontynencie regularnie o najwyższe cele walczy Hiszpania, która w ciągu dekady zdobyła aż osiem tytułów w trzech różnych kategoriach wiekowych. Słabiej prezentują się Włosi. W drugim tysiącleciu sięgnęli po trzy trofea, ostatnie w 2004 roku. Spośród całego tercetu najgorzej wygląda sytuacja Anglików. Synowie Albionu swój największy sukces odnieśli w 2007 roku, gdy w finale ME U-17 rozgrywanych w Belgii przegrali z Hiszpanami. Dzięki tym statystykom można zaobserwować ciekawe zjawisko. Otóż, im wyższa granica wiekowa juniorskiego turnieju, tym Anglicy radzą sobie gorzej, przedstawiciel Półwyspu Iberyjskiego nie dominuje już tak wyraźnie, a Italia odnosi swoje największe sukcesy. Suma summarum reprezentacja U-21 jest najważniejsza, ponieważ stanowi bezpośrednie i najbliższe połączenie z seniorską.
Zwycięzcy młodzieżowych ME w ciągu ostatnich 10 lat:
U-17
Hiszpania: 1999, 2001, 2007, 2008
U-19
Hiszpania: 2002, 2004, 2006, 2007
Włochy: 2003
U-21
Włochy: 2000, 2004
Brak awansu do zeszłorocznego, alpejskiego czempionatu był pierwszym sygnałem, że pokolenie graczy, takich jak Beckham czy Lampard, co istotne, niepotrafiących do tej pory odnieść czegoś znaczącego w koszulce drużyny narodowej, i tak nie może doczekać się wartościowych następców. Tuż przed i po tym, jak Premier League uciekła reszcie europejskiej stawki, sukcesy na arenie międzynarodowej zaczęły odnosić państwa, których klubowe rozgrywki zanotowały mniejszy lub większy regres. Mowa m.in. o triumfie Squadra Azzurra w 2006 roku na Mundialu w Niemczech oraz wyjątkowej wiktorii podopiecznych Luisa Aragonesa rok temu na mistrzostwach Europy.
Zatem to nie siła ligowych klubów, a właśnie zespoły młodzieżowe są kamieniem węgielnym przy budowie przyszłej i niezwykle dobrej jakościowo drużyny narodowej. Naszym subiektywnym zdaniem liga X powinna najwięcej pozytywnych zjawisk przynosić reprezentacji X. To właśnie taka zależność była jedną z głównych przyczyn zainicjowania klubowej rywalizacji na terytorium danego kraju. Wyspiarze, uznawani za wynalazców i prekursorów piłki kopanej, zaczynają o tym zapominać.
PS Mamy nadzieję, że pierwsza hiszpańsko-włoska zupa, z wyraźnie wyczuwalną szczyptą angielskich przypraw, nie wywoła u czytelników grymasu na twarzy. Kolejna pojawi się w naszym portalowym jadłospisie już za tydzień.
Zupę przyrządził Paweł Zapała i Krzysztof Kołodziej
Bez względu na to ilu w Premiership gra Anglików
liczy się tylko liga angielska a potem długo,długo
nic. Każdy ,kto czasem ogląda mecze Premiership wie
o czym mówię.
~
~Under
Chyba nie wiem o czym mówisz :D
~
~t_78
1.Kiedy ostatnio ogladaliście mecz serie A??? połowa
meczów naszej extraklasy jest ciekawsza niż tamtejsze
„szlagiery”… 2.Słyszeliście kiedykolwiek o
sprzedaniu meczu w Premier League? Włoska piłka jest
skorumpowana do szpiku kości( tak jak nasza) !!!
Jeśli od kilkudziesięciu lat robi się kibiców we
włoszech za wała to co się dziwić że przestają
chodzić na stadiony a wraz z nimi sponsorzy…
~
~fcmoscow
Liga Angielska najlepsza na świecie? Ludzie zmiłujcie
się. No naprawde super liga Arsenal, Chelsea, Man Utd
i Liverpol ciągle grają o mistrza co rok, no aż żygać
się chce. Nie mówiąc o walce o utrzymanie. Premier
League jest strasznie przereklamowana. Osobiście już
wole Serie A, Premier Ligę (Rosja)
Ligę Polską i Bundesligę. Bo liga angielska to
straszny „szajs” Ba „Angielska” jak w ich
zespołach grają sami z poza wysp. To jest poprostu
śmieszne. Uważam że w porównainiu ze Serie A, Premier
League wypada bardzo blado. Powiem więcej od
Angielskiej ligi bardziej emocjonująca jest liga
Turecka……
RF
Robert Fila
Może i w Anglii, gra więcej obcokrajowców ale są to
piłkarze z największej półki. W pozostałych ligach
europejskich też w najlepszych klubach najważniejsze
role pełnią obcokrajowcy. Liga Angielska jest
najlepsza biorąc pod uwagę liczbę drużyn
występujących w europejskich pucharach (Liga Mistrzów
i Puchar UEFA). Od dłuższego czasu w półfinałach
grają przecież jak nie jedna to trzy drużyny z
Anglii. Natomiast pod względem emocji i widowiska to
jest różnie, są mecze ciekawsze i są mecze nudne, ale
taki jest futbol.
~
~fcmoscow
W Angli doping jest beznadziejny! Zero opraw, Zero
wszystkiego! Tam ludzie chodzą się popaczyć na mecz,
i nic nie dopingują. Najlepszy przyklad to
głośniejszy mały sektor Wisły niż całe White Hart
Line, Podczas meczu Tottenham-Wisła. Ci angielscy
kibice są żałośni……
~
~90909
fscmoscow, to nie wina kibiców tylko przepisów. Jest
generalnie zakaz wstawania z miejsc, porządkowi
pilnują kibiców. To wszystko wina tragedii, które
miały miejsca na angielskich boiskach, przez nie
wprowadzono rygorystyczne zakazy.
PR
Patryk Reński
O czym Wy mówicie? Panie fcmoscow obejrzyj
jakikolwiek mecz Premier League, a później mi napisz
na który kibice przyszli tylko „popaczyć” (dobre:D)
~
~fcmoscow
Np. mecze takiego Wigan Athletic. Na trybunach
straszna mizeria…..
PR
Patryk Reński
Znajdź drugą taką ligę gdzie tylko na jednym
stadionie jest taka „mizeria”
~F
~Barca fan
Faktycznie, podstawa Barcy to sami obcokrajowcy…
Taki Xavi, Iniesta Valdes, Puyol, Bojan czy Pique…
Gdzie tu Hiszpanie?! No chyba że chodziło ci o ilość
Anglików w składzie, to masz rację NIE MA!!!
RF
Robert Fila
Ale Barcelona to jedna z niewielu zespołów, gdzie
rzeczywiście „krajowcy” stanowią o sile zespołu. W
ogóle Hiszpania to można powiedzieć, że fenomen pod
tym względem no i dlatego są Mistrzami Europy. Ale
tutaj chodziło mi o inne ligi: Niemiecką, Włoską,
Angielska.
~P
~Zamora Pichichi
Dodałbym jeszcze, że ci wymienieni Hiszpanie w
Barcelonie – Valdes, Puyol, Pique, Xavi,
Iniesta, Busquets oraz Bojan – to sami wychowankowie!
Podobnie jak Messi, który formalnie zasila grupę
obcokrajowców w Barcelonie, a jest z klubem od 13
roku życia. Na zawodników, których widziałoby u
siebie wiele czołowych klubów Europy, Barca nie
wydała euro centa. Widać zresztą na boisku, że tacy
zawodnicy mają dodatkowy motor napędowy, bo klub jest
dla nich czymś więcej niż pracodawcą.
~
~fcmoscow
Co do mizeri na stadionach w angli, Panie Patryku,
nie wiedziałem że lepsza oprawa meczy, i w ogóle cały
doping jest lepszy w angli niż np. w Turcji.
Niech pan sobie oglądnie np. mecz Fenerahce-Besiktas
czy Galatasaray-Trabzonspor. A potem możemy
dyskutować. Bo liga angielsa jest przeleklamowana.
Jest to hermetyczny produkt skieroany do odbiorców
którzy na piłce się nie znają. Liczy się tylko aby
sprzedawać jak największą ilość pamiątek, koszulek, i
innych „duperli” w Chinach, Wietnamie, i innych
krajach.
I ci „głupole” np. kierownitswo Man City kupują
takiego dziada Rubinho i się podniecają jak on fajnie
kopnoł piłkę, Premiership jest po prostu
śmieszna…..
PR
Patryk Reński
45 000 widzów w Birmingham, 30 000 w Blackburn, 43
000 w Sunderlandzie to nie są stadiony wielkich
zespołów… pomijam chociażby stadion Arsenalu i
Manchesteru, gdzie łącznie podczas jednej kolejki
zjawia się 135 000 fanów. Nie bardzo rozumiem
porównanie ligi angielskiej do tureckiej (?!),
podobają mi się oprawy spotkań Galatasaray –
Fenerbahce, ale ligę turecką możesz porównać
ewentualnie do angielskiej The Championship (druga
liga). Nie podejmowałem tematu marketingu angielskich
klubów, ale skoro już atakujesz w tą stronę, to wiele
pamiątek klubowych z Anglii świetnie sprzedaje się
również w Turcji, wątpię, aby angielscy kibice
zamawiali na potęgę koszulki tureckich „gigantów”
:)
Dodaj komentarz
Najlepsza piłkarska liga świata? W tej chwili odpowiedź dla wielu jest prosta i jednoznaczna – liga angielska. Kto się z tym nie zgadza, nie ma dziś łatwego życia. Dominacja Premier League z roku na rok wzrasta, pozycja Primera Division i przede wszystkim Serie A notuje regres. No właśnie, czy podobnie nie jest z zainteresowaniem kibiców? Czy rozgrywki, które na przemian dominowały w Europie w latach 90-tych mają jeszcze dla fanów wyjątkowy smak? Gdyby połączyć wszystkie składniki powstałaby przecież ciekawa hiszpańsko-włoska mieszanka. I stąd właśnie ta zupa. Niekonwencjonalnie i subiektywnie o dwóch ligach, których strącenie z piedestału boli autorów tego tekstu na tyle, że wspólnymi siłami znów chcą przywrócić im postać smakowitego dania. Tak więc smacznego!
Prolog
Zestaw składników, z których powstanie nasz premierowy wywar jest w przewadze konkretnymi wyliczeniami. Skłoniło nas do tego jedno: liczba angielskich piłkarzy w podstawowych składach czterech najlepszych klubów Premier League. Podczas ostatniego weekendu wyglądała ona, subtelnie ujmując, blado i nie jest to wydarzenie jednorazowe, lecz powtarzające się w porównywalnej skali co kolejkę. Oczywiście od dłuższego czasu wszyscy zauważają problem minimalizacji kadr topowych angielskich klubów o „swoich” zawodników, ale czy suma negatywnych wniosków jest wystarczająca? Dla większości kibiców na całym świecie Premiership stanowi najlepiej wypieczony ligowy produkt. Dla samych podwładnych królowej Elżbiety wypiek jest już chyba zbyt międzynarodowy. Stawiamy więc odważną tezę, że Anglia stała się miejscem, które „tylko” gości i firmuje najlepsze klubowe rozgrywki świata, nie potrafiąc czerpać z nich dla siebie większych korzyści.
Ktoś może zapytać, prawdopodobnie z oburzeniem, co takie hiszpańsko-włoskie typy jak my, szukają na obcej dla siebie działce? Odpowiedź jest prosta. Chcemy pokazać, odnosząc się do powyższego przykładu oraz kilku innych, że La Liga i Calcio są równie, jeśli nie bardziej, produktywne co rozgrywki na Wyspach. Głównie w odniesieniu do zjawisk, które nie są w pierwszej kolejności poddawane polemice. Z premedytacją wrzucamy więc kamyczek do nie swojego ogródka, aby unaocznić, że gdyby nie m.in. zjawisko nierównomiernej komercjalizacji, liga angielska nie byłaby tak bezkonkurencyjna i nie zepchnęłaby w cień naszych dwóch kochanych, futbolowych półwyspów: Iberyjskiego oraz Apenińskiego. To w ich imieniu podjęliśmy się zadania wskazania pięty achillesowej wytworu, który na pierwszy rzut oka wydaje się perfekcyjny.
Liga cudzoziemska
Nie trzeba mieć wpisane w metryce Kolumb, aby wiedzieć, ile dla The Reds znaczą Jamie Carragher i Steven Gerard. Niejednemu ta właśnie para wychowanków bardziej kojarzy się z Liverpoolem niż, swego czasu kultowa, kapela Beatlesów. Wspomniani przez nas kopacze to nie tylko żywe legendy, które jeszcze przez kilka dobrych lat z tą samą skutecznością będą gryźć murawę angielskich boisk, ale… jedyni krajowcy występujący w barwach klubu z Anfield! Sceptycyzm poznawczy Rafy Beniteza? Niekoniecznie. Pokusiliśmy się o analizę trzech ostatnich kolejek Premiership. Zapraszamy do zapoznania się z rezultatami.
Anglicy w wyjściowych jedenastkach klubów „Wielkiej Czwórki”:
35. kolejka: ManU (3), Liverpool (2), Chelsea (3), Arsenal (1) = 8
36. kolejka: ManU (0), Liverpool (2), Chelsea (3), Arsenal (2) = 7
37. kolejka: ManU (2), Liverpool (2), Chelsea (3), Arsenal (1) = 8
Dla szybkiego porównania, liczba rodowitych zawodników w podstawowych składach czołowych drużyn na Półwyspach.
Serie A
34. kolejka: Inter (1), Milan (6), Juve (7), Fiorentina (7) = 21
35. kolejka: Inter (1), Milan (6), Juve (8), Fiorentina (6) = 21
36. kolejka: Inter (1), Milan (4), Juve (6), Fiorentina (7) = 18
Temat Anglików w Premiership jest już od dłuższego czasu na ustach Wyspiarzy i wcale nie cichnie. FIFA do spółki z UEFA straszą kluby coraz to nowszymi pomysłami pokroju 6+5, 4+4 oraz innymi cudami. Sporo tu matematyki, choć trudno się temu dziwić. W ciągu ostatniej dekady liczba „swojaków” w najstarszej lidze świata sukcesywnie ulega uszczupleniu. (W sezonie 2000/2001 wynosiła ona 207, 2005/2006 186, zaś w obecnym tylko 174 Anglików). Paradoksalnie od dziesięciu lat każda angielska drużyna musi posiadać szkółkę, w którą, jakby nie patrzeć, co roku trzeba zainwestować +/- 3 mln funtów. Wszystko wygląda cacy, ale po co tyle zachodu, skoro menadżer prędzej zaufa młodziakowi wygrzebanemu przez skautów z czeluści Ameryki Południowej, niż z własnej przystadionowej wytwórni?
Pewnie, szukamy dziury w całym. W końcu Anglicy (ironia niezamierzona) zdominowali Europę niczym w latach 40-tych Cola-Cola. Jednak każdy sukces ma swoje negatywne odbicie. Jesteś w gorącej wodzie kąpany? Nie chcesz budować drużyny od podstaw, a mieć gotową maszynkę, konkurencyjną nie tylko na własnym podwórku? Płać! Cena za takiego boiskowego herosa to zaledwie kilkadziesiąt mln euro plus 1/5 tej sumy, żeby zapewnić mu godny na miarę jego talentu byt. Niejeden miał już na to dobry patent. Problemy zaczynają się, kiedy okazuje się, że nasze wcześniejsze inwestycje nigdy się do końca tak naprawdę nie zwrócą. Co więcej, los dla bardziej rozrzutnych włodarzy lubi być mściwy (patrz światowy kryzys ekonomiczny). „Rekiny finansjery” na razie trzymają nerwy na wodzy, jednak trudno oczekiwać, aby dożywotnio czekali na spłatę sum, które z trudem da się wklepać na zwykłym kalkulatorze.
Kwoty przeznaczone na zarobki piłkarzy (w mln euro):
Anglia: 1 440
Hiszpania: 822
Włochy: 722
Zadłużenia klubów Premier League (w mln euro):
Manchester: 963
Chelsea: 928
Liverpool: 441
Arsenal: 401
Kibice biją na alarm. Czy w końcu wytupią nogami np. godnego następcę Davida Seamana? Nie widzimy przeciwwskazań, żeby reprezentacja poszła tropem klubowych gigantów. Zresztą tęgie umysły FA nie próżnują i starają się wykoncypować coraz to nowsze pomysły, jak zastępować kadrowiczów „styranych” już wieloletnią grą (patrz chytry plan pod kryptonimem „Almunia”).
Młodzież prawdę ci powie
Sukcesy pierwszej reprezentacji są w większości przypadków rezultatem zbierania we wcześniejszych latach laurów przez drużyny młodzieżowe (Polska to niestety wyjątek). Ileż razy słyszymy o złotej generacji piłkarzy, którzy w wieku 17 czy 18 lat odnieśli zwycięstwo w ME lub MŚ, a później trafili do tej najważniejszej kadry z etykietą zawodników, na których rodacy pobudzeni ich sukcesami, (za)bardzo liczą. Ostatnie 10 lat coraz wyraźniej zaczyna oddziaływać na obecny i przyszły futbolowy podział sił. Natomiast analiza występów trzech drużyn, które najbardziej nas interesują, prowadzi do klarownych wniosków.
Na Starym Kontynencie regularnie o najwyższe cele walczy Hiszpania, która w ciągu dekady zdobyła aż osiem tytułów w trzech różnych kategoriach wiekowych. Słabiej prezentują się Włosi. W drugim tysiącleciu sięgnęli po trzy trofea, ostatnie w 2004 roku. Spośród całego tercetu najgorzej wygląda sytuacja Anglików. Synowie Albionu swój największy sukces odnieśli w 2007 roku, gdy w finale ME U-17 rozgrywanych w Belgii przegrali z Hiszpanami. Dzięki tym statystykom można zaobserwować ciekawe zjawisko. Otóż, im wyższa granica wiekowa juniorskiego turnieju, tym Anglicy radzą sobie gorzej, przedstawiciel Półwyspu Iberyjskiego nie dominuje już tak wyraźnie, a Italia odnosi swoje największe sukcesy. Suma summarum reprezentacja U-21 jest najważniejsza, ponieważ stanowi bezpośrednie i najbliższe połączenie z seniorską.
Zwycięzcy młodzieżowych ME w ciągu ostatnich 10 lat:
U-17
Hiszpania: 1999, 2001, 2007, 2008
U-19
Hiszpania: 2002, 2004, 2006, 2007
Włochy: 2003
U-21
Włochy: 2000, 2004
Brak awansu do zeszłorocznego, alpejskiego czempionatu był pierwszym sygnałem, że pokolenie graczy, takich jak Beckham czy Lampard, co istotne, niepotrafiących do tej pory odnieść czegoś znaczącego w koszulce drużyny narodowej, i tak nie może doczekać się wartościowych następców. Tuż przed i po tym, jak Premier League uciekła reszcie europejskiej stawki, sukcesy na arenie międzynarodowej zaczęły odnosić państwa, których klubowe rozgrywki zanotowały mniejszy lub większy regres. Mowa m.in. o triumfie Squadra Azzurra w 2006 roku na Mundialu w Niemczech oraz wyjątkowej wiktorii podopiecznych Luisa Aragonesa rok temu na mistrzostwach Europy.
Zatem to nie siła ligowych klubów, a właśnie zespoły młodzieżowe są kamieniem węgielnym przy budowie przyszłej i niezwykle dobrej jakościowo drużyny narodowej. Naszym subiektywnym zdaniem liga X powinna najwięcej pozytywnych zjawisk przynosić reprezentacji X. To właśnie taka zależność była jedną z głównych przyczyn zainicjowania klubowej rywalizacji na terytorium danego kraju. Wyspiarze, uznawani za wynalazców i prekursorów piłki kopanej, zaczynają o tym zapominać.
PS Mamy nadzieję, że pierwsza hiszpańsko-włoska zupa, z wyraźnie wyczuwalną szczyptą angielskich przypraw, nie wywoła u czytelników grymasu na twarzy. Kolejna pojawi się w naszym portalowym jadłospisie już za tydzień.
Zupę przyrządził Paweł Zapała i Krzysztof Kołodziej