Najlepsza piłkarska liga świata? W tej chwili odpowiedź dla wielu jest prosta i jednoznaczna – liga angielska. Kto się z tym nie zgadza, nie ma dziś łatwego życia. Dominacja Premier League z roku na rok wzrasta, pozycja Primera Division i przede wszystkim Serie A notuje regres. No właśnie, czy podobnie nie jest z zainteresowaniem kibiców? Czy rozgrywki, które na przemian dominowały w Europie w latach 90-tych mają jeszcze dla fanów wyjątkowy smak? Gdyby połączyć wszystkie składniki powstałaby przecież ciekawa hiszpańsko-włoska mieszanka. I stąd właśnie ta zupa. Niekonwencjonalnie i subiektywnie o dwóch ligach, których strącenie z piedestału boli autorów tego tekstu na tyle, że wspólnymi siłami znów chcą przywrócić im postać smakowitego dania. Tak więc smacznego!
Prolog
Zestaw składników, z których powstanie nasz premierowy wywar jest w przewadze konkretnymi wyliczeniami. Skłoniło nas do tego jedno: liczba angielskich piłkarzy w podstawowych składach czterech najlepszych klubów Premier League. Podczas ostatniego weekendu wyglądała ona, subtelnie ujmując, blado i nie jest to wydarzenie jednorazowe, lecz powtarzające się w porównywalnej skali co kolejkę. Oczywiście od dłuższego czasu wszyscy zauważają problem minimalizacji kadr topowych angielskich klubów o „swoich” zawodników, ale czy suma negatywnych wniosków jest wystarczająca? Dla większości kibiców na całym świecie Premiership stanowi najlepiej wypieczony ligowy produkt. Dla samych podwładnych królowej Elżbiety wypiek jest już chyba zbyt międzynarodowy. Stawiamy więc odważną tezę, że Anglia stała się miejscem, które „tylko” gości i firmuje najlepsze klubowe rozgrywki świata, nie potrafiąc czerpać z nich dla siebie większych korzyści.
Ktoś może zapytać, prawdopodobnie z oburzeniem, co takie hiszpańsko-włoskie typy jak my, szukają na obcej dla siebie działce? Odpowiedź jest prosta. Chcemy pokazać, odnosząc się do powyższego przykładu oraz kilku innych, że La Liga i Calcio są równie, jeśli nie bardziej, produktywne co rozgrywki na Wyspach. Głównie w odniesieniu do zjawisk, które nie są w pierwszej kolejności poddawane polemice. Z premedytacją wrzucamy więc kamyczek do nie swojego ogródka, aby unaocznić, że gdyby nie m.in. zjawisko nierównomiernej komercjalizacji, liga angielska nie byłaby tak bezkonkurencyjna i nie zepchnęłaby w cień naszych dwóch kochanych, futbolowych półwyspów: Iberyjskiego oraz Apenińskiego. To w ich imieniu podjęliśmy się zadania wskazania pięty achillesowej wytworu, który na pierwszy rzut oka wydaje się perfekcyjny.
Liga cudzoziemska
Nie trzeba mieć wpisane w metryce Kolumb, aby wiedzieć, ile dla The Reds znaczą Jamie Carragher i Steven Gerard. Niejednemu ta właśnie para wychowanków bardziej kojarzy się z Liverpoolem niż, swego czasu kultowa, kapela Beatlesów. Wspomniani przez nas kopacze to nie tylko żywe legendy, które jeszcze przez kilka dobrych lat z tą samą skutecznością będą gryźć murawę angielskich boisk, ale… jedyni krajowcy występujący w barwach klubu z Anfield! Sceptycyzm poznawczy Rafy Beniteza? Niekoniecznie. Pokusiliśmy się o analizę trzech ostatnich kolejek Premiership. Zapraszamy do zapoznania się z rezultatami.










