Czytam niektóre komentarze po meczu Portugalia – Hiszpania i oczom nie wierzę. Wszyscy wychwalają Ronaldo i spółkę pod niebiosa, jednocześnie zawzięcie krytykując aktualnych mistrzów świata i Europy. ¿Por que?
Albo mi się wydaje, albo ci wychwalacze portugalskiej gry w półfinale oglądali inny mecz. Ewentualnie ulegli presji ze strony komentującego to spotkanie Macieja Iwańskiego, który niemal każdy kontakt Portugalczyka z piłką uważał za godny podziwu. A jak przy piłce był CR7, to poziom decybeli – i podziwu – sięgał zenitu. Nieważne, czy był to 16. czy 40. metr od bramki Casillasa. Ważne, że był CR7.
Iwański odleciał kompletnie, tak jak odlecieli wszyscy zachwycający się grą Portugalczyków. Otóż moi drodzy, Portugalia zagrała słabo. Tak, tak, słabo. Tak samo słabo jak Hiszpania.

W pierwszej połowie gra Portugalczyków w defensywie wyglądała imponująco. Fakt. Ale później z minuty na minutę i ten element gry zaczął szwankować. I niech Was nie myli pełny emocji przekaz pana Macieja: Portugalia oddała dwa celne strzały na bramkę. Hiszpania tylko jeden!
Stwierdzam mute bo glendzi.
Ale o czym to ja? A, o Hiszpanii. Mój redakcyjny kolega, Grzegorz Ignatowski, popełnił wczoraj taki tekst. Możemy tam przeczytać między innymi, że: Portugalia pokazała się z lepszej strony, stworzyła więcej akcji podbramkowych zakończonych strzałem. Spieszę z wyjaśnieniami. Otóż nie, Portugalia nie oddała więcej strzałów na bramkę. Statystyki pomeczowe przedstawiają się tak:
Strzały (ogółem): Portugalia: 10, Hiszpania: 11
Strzały celne: Portugalia: 2 (te sławne Iwańskiego), Hiszpania: 5
I teraz uwaga, uwaga, coś, w czym podopieczni Bento zdominowali beznadziejnych Hiszpanów.
Strzały niecelne: Portugalia: 8, Hiszpania: 6
Mało tego, CR7 i spółka nie stworzyli sobie ani jednej (!) stuprocentowej sytuacji – a Iniesta takową miał. Rzeczywiście dominacja nie z tej ziemi.
Wszyscy już obwieścili, że Hiszpanie w finale zostaną rozjechani przez niemiecki czołg. Ja bym tego taki pewny nie był. Po pierwsze czołg najpierw musi przedrzeć się przez włoskie zasieki, a po drugie – jak już mu się to uda – to będzie musiał mieć amunicję w postaci piłki. A tę, jak wszyscy wiemy, lubią mieć Hiszpanie.
No i tak gwoli wyjaśnienia na koniec. Nie podoba mi się to, jak gra „La Furia Roja” na Euro 2012. Serio. Nudzi mnie. Ale potrafię też dostrzec to, że Hiszpania jest do bólu skuteczna, a w meczu z Portugalią wcale nie była gorsza. A na pewno nie była tak beznadziejna, jak twierdzi większość.
PS Hiszpania bliżej finału! Ależ pomyłka Alvesa! I Ronaldo nie może w to uwierzyć! Jest 3:3. Ale mieliśmy po cztery strzały z obu stron. Ostatnia seria. Cesc Fabregas i pewnie Cristiano Ronaldo. Takim oto komentarzem uraczył nas Iwański po przestrzelonym karnym Alvesa. Jakież musiało być jego zdziwienie i smutek, gdy po wykorzystanej „jedenastce” Fabregas zaczął się cieszyć… Cóż, tak to jest, jak się skupia cały mecz na Cristiano zamiast na wydarzeniach boiskowych. Polecam szklankę zimnej wody na ochłodę.










