Ostatnia z niewiadomych stała się wiadomą. Reprezentacja Hiszpanii do lat dziewiętnastu była lepsza dokładnie o dwie bramki od rosyjskiej rewelacji i zdobyła ostatni juniorski tytuł, jaki był do zgarnięcia w tym sezonie.
Jeżeli spojrzelibyśmy na ten triumf…przed mistrzostwami, Hiszpanie na pierwszym miejscu nie wzbudziliby emocji. Jednak przed dzisiejszym meczem to Rosja była nieznacznym faworytem. W końcu to ona wygrała mecz między tymi ekipami w grupie, w dodatku przejechała się po Grecji w półfinale w sposób godny pochwały – szybkie, łatwe, lekkie cztery do zera.
Tymczasem „La Furia Roja” pokazał to, z czego słyną od lat starsi koledzy tej samej krwi – lekkość gry, polot akcji, dominację absolutną w środku pola. Fantastyczny był Marco Asensio. Nowy nabytek Realu Madryt to w tej chwili półka wyżej od „przehajpowanego” Martina Odegaarda. Do jego luzu w grze dorzuca jeszcze jedno. Myśli! W każdym jego zagraniu widać głębszą ideę. Nowoczesna dziesiątka z duszą artysty.
W jaki sposób chłopcy z Półwyspu Iberyjskiego zaskoczyli „Sborną”? Najpierw Asensio (MVP turnieju, pewne info) dośrodkował na głowę króla strzelców (tylko trzy trafienia, pod tym względem słabiutki turniej) Borji Mayorala, który po prostu wpakował piłkę do bramki. Drugi sztos to już cudowne podanie Asensio i spokój Nahuela, który zapewnił sobie i kolegom ten triumf. Można zacząć świętować.
Słowo o przegranych. Gloria victis, chciałoby się powiedzieć. Rosja zrobiiła bardzo pozytywne wrażenie, zaskoczyła obserwatorów, pokazując skuteczny futbol, konsekwencję taktyczną i, o dziwo, doskonałe umiejętności techniczne niektórych zawodników. Po pierwsze, szerokiej publice pięknie przedstawił się Anton Mitriuszkin, kapitalnie strzegący bramki „Sbornej”. Po drugie, Fabio Capello nie pomylił się co do Nikity Czernowa – on naprawdę jest kandydatem na stopera europejskiej klasy. Jak tak dalej pójdzie, to może nawet zadebiutuje w lidze rosyjskiej w tym sezonie (jakim cudem TAKI zawodnik jeszcze nie zagrał w CSKA?).











