Greuther Fürth odniosło swoje pierwsze zwycięstwo w historii w Bundeslidze. Beniaminek pokonał FSV Mainz 1:0. W karty historii wpisze się również Felix Klaus, który zdobył dla Fürth pierwszą bramkę w niemieckiej ekstraklasie.
Początek spotkania, jak można było przed nim zakładać, nie należał do najciekawszych. Oba zespoły próbowały rozegrać jakąś składną akcję, ale niestety na próbach się kończyło. W związku z tym przez pierwsze dziesięć minut zainteresowanie obserwatora zamiast na boisko skierowane było na trybuny, gdzie bardzo ładną oprawę przygotowali kibice Mainz. W 12. minucie Fürth mogło objąć prowadzenie, a skończyło się na tym, że Djiby Fall sam się dziwił, jakim cudem nie trafił do siatki. Napastnik beniaminka Bundesligi po zagraniu górą podał piłkę do Sararera, jego strzał został zablokowany tak niefortunnie, że piłka trafiła właśnie do Falla, który z pięciu metrów nie trafił w bramkę. Można mieć jedynie wątpliwości, czy sędzia nie powinien odgwizdać spalonego. 120 sekund później mieliśmy groźną akcję gospodarzy. Soto podał w pole karne do Szalaia, Węgier odwrócił się z piłką i potężnie uderzył w kierunku dłuższego słupka. Kapitalnym refleksem popisał się Grün, który wybronił strzał. Po 21 minutach było już 1:1, problem w tym, że był to rezultat w niewykorzystanych dwustuprocentowych okazjach. Ivanschitz zagrał prostopadłą piłkę za obrońców do Choupo-Motinga, ten wbiegł w pole karne, minął bramkarza i oddał strzał. Futbolówka przeleciała co prawda nad wykonującym wślizg obrońcą, ale ostatecznie trafiła jedynie w boczną siatkę. Pomocnik gospodarzy mógł tylko ukryć twarz w dłoniach.
Upłynęło pięć minut, a my mogliśmy zapisać 1:1 w kolejnej rubryczce. Znowu nie chodzi o gole, ale o żółte kartki. Sędzia indywidualnie ukarał najpierw Noveskiego, a potem Pekovicia. W 34. minucie arbiter po raz kolejny sięgnął do kieszeni, po czym ukarał Schmidtgala. Z rzutu wolnego uderzał Ivanschitz, ale Grün nie miał żadnych problemów, aby obronić strzał. Chwilę później ponownie zapachniało bramką. Po rzucie rożnym Nehrig nie trafił głową w piłkę, która odbiła się od nic niespodziewającego się piłkarza i przeleciała tuż obok słupka. Gospodarze zdobywali optyczną przewagę, ale w małym stopniu przekładało się to na zagrożenie pod bramką Fürth. Beniaminek mądrze się bronił, lecz niestety nie miał zbyt wiele do zaoferowania w ofensywie, szczególnie w tej fazie spotkania. Ostatecznie kibice po pierwszej połowie, zamiast cieszyć się z bramek, mogli jedynie rozpamiętywać niewykorzystane okazje Falla i Choupo-Motinga.
Pierwsze minuty drugiej połowy były zdecydowanie ciekawsze niż te pierwszej części. W 51. minucie do prostopadłej piłki na prawym skrzydle doszedł Müller, dośrodkował w pole karne na głowę Choupo-Motinga, ale strzał tego drugiego przeleciał nad poprzeczką. Chwilę później prawą stroną ruszył Klaus i zagrał w pole karne. Piłki nie przecięli obrońcy, ale ani Fall, ani Serarera nie spodziewali się tego i nie zdołali zareagować na tyle szybko, aby wpakować futbolówkę do siatki.
Przez kolejny kwadrans działo się tyle, że osoba niebędąca wieloletnim kibicem jednego z grających zespołów zapewne przełączyła na mecz Superpucharu Europy. Piłkarze Fürth dzięki temu nie odczuwali już takiej presji i zdobyli bramkę. Wprowadzony kilkanaście sekund wcześniej Azemi przedarł się prawą stroną, wycofał na skraj pola karnego do Klausa, który oddał strzał z pierwszej piłki. Futbolówka odbiła się chyba jeszcze od Noveskiego (jeśli nie, to było to naprawdę kapitalne uderzenie) i przelobowała bramkarza gospodarzy, po czym wylądowała w siatce. Pierwszy gol Fürth w Bundeslidze zapewne obudził przysypiających już fanów na Coface-Arena. Mogli oni jednak spokojnie drzemać przez kolejne dziesięć minut. Wtedy to kolejne dobre podanie otrzymał Choupo-Moting, wziął obrońcę na zamach, ale uderzył w zewnętrzną stronę słupka. W 79. minucie na boisku pojawił się Eugen Polanski. Chwilę później swoje pięć minut, a właściwie 60 sekund miał Grün. Najpierw nie dał zaskoczyć się po niespodziewanym strzale Risse z rzutu wolnego, a następnie po rzucie rożnym po raz kolejny popisał się znakomitym refleksem, broniąc strzał Noveskiego z trzech metrów. W końcowych minutach goście, co zrozumiałe, nastawili się wyłącznie na obronę wyniku. Robili to na tyle skutecznie, że Mainz nie potrafiło zagrozić ich bramce i historyczne zwycięstwo Fürth stało się faktem.








