Liverpool zremisował na swoim stadionie z Manchesterem United 1:1. Prowadzenie dla zespołu z Anfield Road dał powracający po długiej przerwie Steven Gerrard. Wyrównał na dziesięć minut przed końcem spotkania Javier Hernandez.
Mecz Liverpoolu z Manchesterem United był zapowiadany jako hit 8. kolejki angielskiej Premiership. Liverpool miał doskonałą sytuację, żeby zbliżyć się do liderujących „Czerwonych Diabłów”, a w osiągnięciu korzystnego wyniku miało pomóc własne boisko i powracający do składu Steven Gerrard. Z kolei podopieczni Aleksa Fergusona musieli poradzić sobie z brakiem asa atutowego, jakim jest Wayne Rooney.

Pierwsza połowa zawiodła oczekiwania kibiców. Gra była szybka, zawodnicy obu ekip walczyli o każdy centymetr boiska, lecz nie skutkowało to akcjami bramkowymi. Dopiero w 34. minucie spotkania w wybornej sytuacji znalazł się Luis Suarez, lecz uderzenie Urugwajczyka z bliskiej odległości trafiło wprost w golkipera gości. Poza tym na uwagę zasługują jedynie żółte kartki, które zobaczyli Lucas i Young.
Początek drugiej połowy zachwiał emocjami kibiców obu drużyn. W natarciu był Liverpool, w polu karnym główkował Kuyt, a piłka trafiła w rękę Jonathana Evansa, lecz sędzia zdecydował, że rzut karny ekipie z Anfield Road się nie należał. Na kolejną dogodną sytuację musieliśmy czekać aż do 67. minuty. Wówczas szarżującego Charliego Adama tuż przed polem karnym nieprzepisowo zatrzymał Rio Ferdinand. Do piłki ustawionej około 20 metrów od bramki podszedł Gerrard i płaskim strzałem posłał piłkę do siatki Davida De Gei. Trzeba przyznać, że w tej sytuacji zupełnie nie sprawdził się mur złożony z piłkarzy Manchesteru, piłkarze rozbiegli się tuż przed strzałem kapitana Liverpoolu, który bezlitośnie wykorzystał powstałą lukę. Mistrzom Anglii nie wolno popełniać tak prostych błędów przy stałych fragmentach gry.

Menedżer „Czerwonych Diabłów” zareagował natychmiastowo. Na boisko w miejsce Younga wszedł Nani, pojawił się też Wayne Rooney, który zastąpił Park Ji-Sunga. Te zmiany miały wnieść więcej świeżości w ofensywne poczynania mistrza Anglii, jednak nic takiego się nie wydarzyło. Jokerem w talii kart Fergusona okazał się wprowadzony w 76. minucie Javier Hernandez. Popularny „Chicharito” energicznie zaatakował piłkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i nie było żadnej siły, która powstrzymałaby go przed wpakowaniem piłki do siatki. Meksykanin w tej sytuacji przypominał głodnego drapieżnika, który rzucił się na swoją ofiarę, a ta nie miała nawet najmniejszej szansy na ucieczkę.











