W inauguracyjnym meczu Barclays New York Challenge Tottenham Londyn pokonał gospodarzy na Red Bulls Arena 2:1. Jedynego gola dla drużyny z Nowego Jorku strzelił w debiucie ich nowy gwiazdor, Francuz Thierry Henry. W turnieju uczestniczą jeszcze Manchester City i Sporting Lizbona.
Korespondencja z New Jersey
W drużynie gości do gry awizowanych było sporo znakomitych graczy m.in.: były golkiper Chelsea, Włoch Carlo Cudicini, reprezentanci Chorwacji – Luka Modric, Niko Krancjar i Vedran Corluka, Walijczyk Gareth Bale, i kapitan londyńczyków oraz najlepszy strzelec w historii Irlandii, Robbie Keane.
„Tak, to ja! Przybyłem, zobaczyłem, strzeliłem!” (fot. Danny Blanik, iGol.pl)
Co ciekawe Henry i Keane spotkali się na boisku po raz pierwszy od pamiętnego meczu Francja – Irlandia, w którym nieprawidłowe zagranie ręką byłego gracza Barcelony doprowadziło do bramki dla „Trójkolorowych” i w rezultacie pogrzebało szanse Irlandii na awans do mundialu. Obaj panowie nie żywią jednak do siebie urazy i tuż przed meczem przywitali się bardzo serdecznie. Pamiętali o tym jednak zgromadzeni na trybunach fani z Wysp Brytyjskich, którzy każde zagranie 32-letniego Henry’ego kwitowali głośnym buczeniem.
Nowojorska część publiczności przywitała jednak swoją gwiazdę gromkimi brawami. Henry już w 7. minucie miał szansę na spłatę długu wdzięczności, kiedy po ładnej wymianie piłki z Richardsem stanął oko w oko z golkiperem gości. Zabrakło jednak zimnej krwi – a być może to kwestia zaległości treningowych – i Francuz trafił wprost w Cudiciniego.
Co ciekawe, to nie czwarta siła Premiership z ubiegłego sezonu, ale gospodarze grali z polotem i werwą, mimo upalnej pogody. W 13. minuty znowu Richards przedarł się prawą flanką i dośrodkował wzdłuż bramki Anglików. Stammlerowi wystarczyło tylko dostawić nogę, ale zrobił to tak niefortunnie, że piłka powędrowała w odwrotnym kierunku! Sytuację próbował ratować Kandji, ale jego strzał wślizgiem nie trafił w bramkę.
W walce o piłkę z obrońcą Spurs Kyle Walkerem (fot. Danny Blanik, iGol.pl)
Co się odwlecze, to nie uciecze. W 25. minucie Estończyk Lindpere wkręcił w ziemię obrońcę „Spurs”, przedarł się lewą stroną i dośrodkował po ziemi wzdłuż bramki. Tam swoją długą nogę wysunął Henry – wystarczyło muśnięcie piłki podeszwą buta, by wpadła ona do siatki! Szał radości na trybunach jednak nie udzielił się Francuzowi, znanemu z dosyć powściągliwego celebrowania strzelonych goli. Tym razem ograniczył się do przesłania całusa w stronę loży honorowej i pomachania w kierunku trybuny najzagorzalszych fanów Red Bulls.
Stracona bramka obudziła zespół Harrego Redknappa. Chwilę po wznowieniu gry strzał Jenasa minął bramkę gospodarzy, a w 29. minucie Coundoul w sobie tylko znany sposób obronił główkę Keana, zmierzającą do pustej bramki. W kolejnej akcji pokazał się Luka Modric, który zdołał minąć bramkarza Red Bulls, ale jego wrzutkę z ostrego kąta wybili obrońcy. Do końca pierwszej połowy goście próbowali przejąć inicjatywę, ale gospodarze umiejętnie wybijali ich z rytmu.
Na przerwę piłkarze schodzili przy stanie 1:0 dla Red Bulls, ale już wiadomo było, że w drugiej części zabraknie Henry’ego. Strzelec jedynej bramki w drodze do szatni wymienił się koszulką z Modriciem. Mając w perspektywie ważne ligowe mecze trener Hans Backe oszczędza swojego gwiazdora, który w debiucie spisał się nieźle. Po boisku biegał z charakterystyczną dla siebie gracją, cały czas udzielał wskazówek swoim kolegom i co najważniejsze zagrał skutecznie. Wygląda na to, że w końcu w MLS pojawił się ktoś, kto przyćmi medialną gwiazdę Davida Beckhama.
Na rozgrzewce przedmeczowej (fot. Danny Blanik, iGol.pl)
Za grającego z numerem 14 Francuza na boisku pojawił się 21-letni Kameruńczyk, Tony Tchani. Zmiana nastąpiła także w bramce „Byków”. W miejsce Coundoula wszedł Sutton, który już w pierwszej akcji musiał pokazać swój kunszt, wybijając piłkę na rzut rożny po ładnym uderzeniu Krancjara. Chwilę później spisał się jeszcze lepiej, broniąc strzału Keana w sytuacji sam na sam. Był to dzwonek alarmowy dla gospodarzy, w których poczynania wdarło się sporo niefrasobliwości. W 61.minucie znowu Keane w dogodnej sytuacji trafił w Reama, ale minutę później już się nie pomylił, pakując piłkę do siatki z najbliższej odległości po dobrej centrze Townsenda z rzutu rożnego.
Hans Backe zareagował natychmiast, wprowadzając na boisko Ubiparipovicia oraz Halla. Ten drugi jednak w 72. minucie popełnił fatalny błąd, tak niefortunnie podając piłkę do bramkarza, że wyłożył ją jak na tacy Walijczykowi Bale, który sprytnym strzałem wyprowadził londyńczyków na prowadzenie.
Gospodarze rzucili się do odrabiania strat, ale Cudicini pokazał, że wbrew pozorom wcale nie jest „odrzutkiem z Chelsea” – jak nazywali go w czasie meczu fanatycy Red Bulls – w świetnym stylu broniąc strzałów Chinna i Maca Kandji. Włochowi w jednym przypadku pomogła także poprzeczka po ładnym strzale Richardsa. Na więcej gospodarzom, którzy w samej końcówce wyraźnie opadli z sił, nie pozwolili goście, umiejętnie przetrzymując piłkę z dala od własnej bramki.
Cudicini dobrze spisywał się w bramce (fot. Danny Blanik, iGol.pl)
„Spursi” zdobyli więc trzy punkty i jeśli w niedzielę pokonają Sporting Lizbonę, będą mieli dużą szansę na zwycięstwo w całym turnieju. Tego samego dnia Henry i spółka walczyć będą o jak najlepszy wynik z kolejną angielską ekipą – Manchesterem City.
Towarzyski turniej Barclays New York Challenge 22 Lipca, 2010, 20:30 Red Bulls Arena, Harrison, New Jersey
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
W inauguracyjnym meczu Barclays New York Challenge Tottenham Londyn pokonał gospodarzy na Red Bulls Arena 2:1. Jedynego gola dla drużyny z Nowego Jorku strzelił w debiucie ich nowy gwiazdor, Francuz Thierry Henry. W turnieju uczestniczą jeszcze Manchester City i Sporting Lizbona.
Korespondencja z New Jersey
W drużynie gości do gry awizowanych było sporo znakomitych graczy m.in.: były golkiper Chelsea, Włoch Carlo Cudicini, reprezentanci Chorwacji – Luka Modric, Niko Krancjar i Vedran Corluka, Walijczyk Gareth Bale, i kapitan londyńczyków oraz najlepszy strzelec w historii Irlandii, Robbie Keane.
„Tak, to ja! Przybyłem, zobaczyłem, strzeliłem!” (fot. Danny Blanik, iGol.pl)
Co ciekawe Henry i Keane spotkali się na boisku po raz pierwszy od pamiętnego meczu Francja – Irlandia, w którym nieprawidłowe zagranie ręką byłego gracza Barcelony doprowadziło do bramki dla „Trójkolorowych” i w rezultacie pogrzebało szanse Irlandii na awans do mundialu. Obaj panowie nie żywią jednak do siebie urazy i tuż przed meczem przywitali się bardzo serdecznie. Pamiętali o tym jednak zgromadzeni na trybunach fani z Wysp Brytyjskich, którzy każde zagranie 32-letniego Henry’ego kwitowali głośnym buczeniem.
Nowojorska część publiczności przywitała jednak swoją gwiazdę gromkimi brawami. Henry już w 7. minucie miał szansę na spłatę długu wdzięczności, kiedy po ładnej wymianie piłki z Richardsem stanął oko w oko z golkiperem gości. Zabrakło jednak zimnej krwi – a być może to kwestia zaległości treningowych – i Francuz trafił wprost w Cudiciniego.
Co ciekawe, to nie czwarta siła Premiership z ubiegłego sezonu, ale gospodarze grali z polotem i werwą, mimo upalnej pogody. W 13. minuty znowu Richards przedarł się prawą flanką i dośrodkował wzdłuż bramki Anglików. Stammlerowi wystarczyło tylko dostawić nogę, ale zrobił to tak niefortunnie, że piłka powędrowała w odwrotnym kierunku! Sytuację próbował ratować Kandji, ale jego strzał wślizgiem nie trafił w bramkę.
W walce o piłkę z obrońcą Spurs Kyle Walkerem (fot. Danny Blanik, iGol.pl)
Co się odwlecze, to nie uciecze. W 25. minucie Estończyk Lindpere wkręcił w ziemię obrońcę „Spurs”, przedarł się lewą stroną i dośrodkował po ziemi wzdłuż bramki. Tam swoją długą nogę wysunął Henry – wystarczyło muśnięcie piłki podeszwą buta, by wpadła ona do siatki! Szał radości na trybunach jednak nie udzielił się Francuzowi, znanemu z dosyć powściągliwego celebrowania strzelonych goli. Tym razem ograniczył się do przesłania całusa w stronę loży honorowej i pomachania w kierunku trybuny najzagorzalszych fanów Red Bulls.
Stracona bramka obudziła zespół Harrego Redknappa. Chwilę po wznowieniu gry strzał Jenasa minął bramkę gospodarzy, a w 29. minucie Coundoul w sobie tylko znany sposób obronił główkę Keana, zmierzającą do pustej bramki. W kolejnej akcji pokazał się Luka Modric, który zdołał minąć bramkarza Red Bulls, ale jego wrzutkę z ostrego kąta wybili obrońcy. Do końca pierwszej połowy goście próbowali przejąć inicjatywę, ale gospodarze umiejętnie wybijali ich z rytmu.
Na przerwę piłkarze schodzili przy stanie 1:0 dla Red Bulls, ale już wiadomo było, że w drugiej części zabraknie Henry’ego. Strzelec jedynej bramki w drodze do szatni wymienił się koszulką z Modriciem. Mając w perspektywie ważne ligowe mecze trener Hans Backe oszczędza swojego gwiazdora, który w debiucie spisał się nieźle. Po boisku biegał z charakterystyczną dla siebie gracją, cały czas udzielał wskazówek swoim kolegom i co najważniejsze zagrał skutecznie. Wygląda na to, że w końcu w MLS pojawił się ktoś, kto przyćmi medialną gwiazdę Davida Beckhama.
Na rozgrzewce przedmeczowej (fot. Danny Blanik, iGol.pl)
Za grającego z numerem 14 Francuza na boisku pojawił się 21-letni Kameruńczyk, Tony Tchani. Zmiana nastąpiła także w bramce „Byków”. W miejsce Coundoula wszedł Sutton, który już w pierwszej akcji musiał pokazać swój kunszt, wybijając piłkę na rzut rożny po ładnym uderzeniu Krancjara. Chwilę później spisał się jeszcze lepiej, broniąc strzału Keana w sytuacji sam na sam. Był to dzwonek alarmowy dla gospodarzy, w których poczynania wdarło się sporo niefrasobliwości. W 61.minucie znowu Keane w dogodnej sytuacji trafił w Reama, ale minutę później już się nie pomylił, pakując piłkę do siatki z najbliższej odległości po dobrej centrze Townsenda z rzutu rożnego.
Hans Backe zareagował natychmiast, wprowadzając na boisko Ubiparipovicia oraz Halla. Ten drugi jednak w 72. minucie popełnił fatalny błąd, tak niefortunnie podając piłkę do bramkarza, że wyłożył ją jak na tacy Walijczykowi Bale, który sprytnym strzałem wyprowadził londyńczyków na prowadzenie.
Gospodarze rzucili się do odrabiania strat, ale Cudicini pokazał, że wbrew pozorom wcale nie jest „odrzutkiem z Chelsea” – jak nazywali go w czasie meczu fanatycy Red Bulls – w świetnym stylu broniąc strzałów Chinna i Maca Kandji. Włochowi w jednym przypadku pomogła także poprzeczka po ładnym strzale Richardsa. Na więcej gospodarzom, którzy w samej końcówce wyraźnie opadli z sił, nie pozwolili goście, umiejętnie przetrzymując piłkę z dala od własnej bramki.
Cudicini dobrze spisywał się w bramce (fot. Danny Blanik, iGol.pl)
„Spursi” zdobyli więc trzy punkty i jeśli w niedzielę pokonają Sporting Lizbonę, będą mieli dużą szansę na zwycięstwo w całym turnieju. Tego samego dnia Henry i spółka walczyć będą o jak najlepszy wynik z kolejną angielską ekipą – Manchesterem City.
Towarzyski turniej Barclays New York Challenge 22 Lipca, 2010, 20:30 Red Bulls Arena, Harrison, New Jersey