Legendarny napastnik Arsenalu Londyn, Thierry Henry, został w piątek oficjalnie piłkarzem „Kanonierów”. Francuz w wywiadzie dla strony internetowej klubu przyznał, że kluczowy wpływ na jego decyzję miała miłość, którą darzy londyński klub.
Napastnik został wypożyczony na okres dwóch miesięcy z klubu New York Red Bulls. Drużynę Arsene Wengera opuszczą niebawem Gervinho i Marouane Chamakh, którzy wyjadą na Puchar Narodów Afryki. Henry od połowy listopada ubiegłego roku trenował ze swoim byłym zespołem, by zachować dobrą formę podczas przerwy w rozgrywkach MLS.
– To trochę nierealne. Jeszcze kilka tygodni temu odsłaniano mój pomnik przed stadionem, a teraz jestem ponownie zawodnikiem Arsenalu. To nie było planowane, możecie spytać bossa. Wiem, że myślał o tym już wcześniej, ale nic mi nie mówił. Arsenal i ja to wieczna miłość. Wiadomo, że były gorsze i lepsze dni, ale więcej było tych dobrych.
– Dla mnie możliwość przyjścia tutaj, na obiekty klubowe, trenowania, spotykania piłkarzy i innych osób związanych z klubem jest czymś niezwykłym, brak mi słów. Będzie dla mnie wielkim zaszczytem ponowne założenie koszulki tego klubu. Ludzie mogą myśleć, że tylko tak mówię, jednak kiedy opuściłem Arsenal, to dużo płakałem, co nie zdarzało mi się wcześniej zbyt często. Mówią, że miłość jest ślepa, ale ja po prostu nie mogłem odmówić Arsenalowi – powiedział zawodnik.
34-latek zdobył w barwach Arsenalu 226 bramek w 370 spotkaniach. Latem 2007 roku opuścił drużynę „Kanonierów” na rzecz FC Barcelona. Do Stanów Zjednoczonych przeniósł się trzy lata później. W minionym sezonie MLS zdobył dla swojego klubu 14 bramek w 26 spotkaniach, dzięki czemu zajął trzecie miejsce w klasyfikacji strzelców.










