Mogło być tak pięknie. Czwartoligowe Bradford miało dostać szansę pokonania w finale Pucharu Ligi obecnych klubowych mistrzów Europy. Nawet zwycięstwo nad Swansea będzie dużym osiągnięciem. Jednak niesamowity wyczyn Bradford został przysłonięty przez równie „niesamowity” wyczyn Edena Hazarda.
To mogła być historia rodem z hollywoodzkich filmów. Klub z czwartej ligi pokonuje trzy kluby Premier League i awansuje do finału. W drugim półfinale walczy obecny klubowy mistrz Europy. Gdyby był to scenariusz filmowy, Bradford, grając w finale w dziesięciu, wygrałoby, strzelając gola w ostatniej minucie. Jak by było naprawdę, nie dowiemy się, bo Chelsea po słabym meczu zremisowała ze Swansea i odpadła z pucharu. Głośniej niż o porażce „The Blues” i historycznym wyczynie Bradford jest o zachowaniu Hazarda. Zachowaniu o tyle głupim, co i zrozumiałym.

Każdy z nas kiedyś grał w piłkę. Nieważne, czy było to na poziomie profesjonalnym czy zwykłe kopanie pod blokiem. Przychodziły momenty, kiedy z powodu wyniku wzbierały się w nas złość, bezradność i inne negatywne uczucia. Wtedy właśnie zdarzało się kopnąć przeciwnika w kostkę, skosić równo z trawą (tudzież z betonem) albo zaatakować go łokciem. Właściwie to samo czuł Eden Hazard. Chelsea wyraźnie nie szło, za chwilę miała odpaść z Pucharu Ligi, a Belg bardzo chciał. Aż za bardzo.
Należy pamiętać, że to profesjonalny piłkarz. Wzór dla młodych osób. Ktoś, kto gra za pieniądze osób pojawiających się na stadionach. A ci ludzie nie chcą oglądać czegoś takiego. Ba, właściwie nikt czegoś takiego nie chce oglądać. Takie zachowanie nie powinno się zdarzać. Nie tylko na boisku, po prostu w życiu. Chyba że…
Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę zachowanie chłopca od podawania piłek. Jesteśmy już przyzwyczajeni do tego, że gdy ich drużynie jest to potrzebne, opóźniają grę, a gdy czas ucieka zbyt szybko, to błyskawicznie podają piłkę. Można to uznać niejako za atut własnego boiska. Jednak to, co zrobił chłopiec od podawania piłki w tym meczu, to już jest zdecydowana przesada. Choć słowo chłopiec jest tutaj nadużyciem. Charlie Morgan ma bowiem siedemnaście lat, czyli jest niemal dorosłym mężczyzną. Decyzja o położeniu się na piłce była podjęta z czystą premedytacją. Co więcej, jego rodzice są największymi udziałowcami klubu (22,5%). 17-latek dobrze wiedział, co robi. Z pełną świadomością postanowił ukraść cenne sekundy, które przybliżyły Swansea do finału. Dla takich zachowań nie ma miejsca w futbolu. To jest prowokacja, którą należy karać. Tym bardziej że Morgan już przed meczem zapowiedział, że zamierza zwalniać grę.
– Król wszystkich chłopców do podawania piłek powraca po raz ostatni potrzebny do ukradnięcia czasu – napisał przed meczem na Twitterze. Zapewne nie byłoby całej afery, gdyby wyznaczona osoba dojechała na stadion. Uniemożliwiły jej to warunki pogodowe i Morgan został poproszony o zastępstwo.










