Tylko trzy spotkania odbyły się w ramach 21. kolejki Premier League, a ostatnim meczem był pojedynek Manchesteru City z Blackburn Rovers. Zgodnie z oczekiwaniami, gospodarze nie mieli problemów ze zdobyciem trzech punktów.
Przed meczem odbyły się dwie miłe ceremonie: najpierw na murawę wyszedł i pomachał kibicom Patrick Vieira, a następnie Carlos Tevez odebrał nagrodę dla najlepszego gracza ligi w grudniu. Argentyńczyk nie miał problemów z szybkim udowodnieniem, że to wyróżnienie właśnie jemu należało się najbardziej. Zegar wskazywał siódmą minutę gry, a gospodarze wykonywali już trzeci rzut rożny. Na nieszczęście nielicznej grupy kibiców gości ich bramkarz, Paul Robinson, popełnił fatalny błąd, a lekko wybita piłka trafiła pod nogi Benjaniego. Ten długo się nie namyślał i uderzył, a stojący przy dalszym słupku Tevez dobił piłkę do pustej bramki. Pierwsza połowa była mocniejszym treningiem dla gospodarzy, którzy szybkimi, kombinacyjnymi atakami starali się rozbić obronę Rovers i po raz kolejny pokonać Robinsona. Udało się to jednak dopiero pod koniec pierwszej połowy, gdy fenomenalną indywidualną akcję przeprowadził… Micah Richards. Przejął piłkę na własnej połowie, minął pięciu piłkarzy, podał idealnie do Benjaniego, ale jego strzał wylądował tylko na słupku. Na szczęście nabiegający z rozpędu obrońca City wykończył swoją cudowną akcję.
Carlos Tevez może liczyć, że także i w styczniu będzie liczył się w wyścigu o nagrodę piłkarza miesiąca. Drugą połowę rozpoczął nawet lepiej niż pierwszą, bo już w 49. minucie rozprowadził akcję do Benjaniego na prawą stronę, a reprezentant Zimbabwe nie miał problemów z przepchnięciem rywala. Podprowadził jeszcze przez kilka metrów piłkę i wyłożył ją na szesnastkę nadbiegającemu Tevezowi – Paul Robinson mógł tylko biernie patrzeć, jak strzał Argentyńczyka ląduje w okienku jego bramki. Po godzinie gry powinien się cieszyć ze zdobytego hat-tricka, ale zmarnował perfekcyjne dośrodkowanie Martina Petrova. Rosnące z każdą minutą rozkojarzenie w szeregach gospodarzy starali się wykorzystać goście, ale dopiero fatalny błąd Kompany’ego i precyzyjne uderzenie Pedersena w 71. minucie zakończyło się pomyślnie dla Blackburn. Dobre zmiany Sama Allardyce’a zaprocentowały i to Rovers w ostatnich fragmentach gry przeważali, zagrażając bramce Givena. Jednak to Tevez spotkanie rozpoczął, wznowił i zakończył. Po raz kolejny popisał się swoimi fenomenalnymi umiejętnościami technicznymi – tym razem sprzed szesnastki, bez robienia rozbiegu czy dużego zamachu nogą posłał piłkę z miejsca obok zasłoniętego Paula Robinsona.
Sam Allardyce i zawodnicy Blackburn nie mogą być specjalnie rozczarowani swoją postawą. Może jedyne zastrzeżenia dotyczą zbyt szybkiej straty bramki, ale przecież Rovers, nawet biorąc pod uwagę siłę ich kolektywu, nie mieli większych szans w rywalizacji ze świetnym, wybitnym Carlosem Tevezem. Tak grający Argentyńczyk z pewnością poprowadzi Manchester City do gry w Lidze Mistrzów.










