Zaczęliśmy nowy sezon piłkarskiej ekstraklasy. Wielu z nas nie mogło się doczekać, aby zobaczyć swoich ulubieńców. Nie inaczej było w Zabrzu, które znane jest ze swej kultury kibicowskiej. Kibice Górnika zjawili się tłumnie na stadionie przy ulicy Roosevelta – i nie mieli czego żałować. Górnik zaprezentował się fenomenalnie.
Zabrzanie już w meczu przeciwko Jagiellonii pokazali swój potencjał ofensywny. Zadebiutował między innymi Bartosz Nowak, który strzelił jedną z trzech bramek. Teraz nowy pomocnik Górnika, ale też napastnik Alex Sobczyk, mieli okazję zadebiutować w barwach Górnika w PKO BP Ekstraklasie. W nowych, pięknych, białych strojach wyszli na murawę zabrzanie…
Krótki debiut Sobczyka
… i nie kazali nam długo czekać na pierwsze trafienie. Kilkanaście sekund po rozpoczęciu spotkania Sobczyk zagrał spadającą piłkę między dwóch obrońców, gdzie dopadł do niej Jesus Jimenez. Hiszpan pokonał bramkarza „Górali” posyłając mu piłkę pomiędzy nogami. Świetną akcję wykreował jednak debiutujący tego wieczoru napastnik. Arbiter musiał się jednak upewnić, czy wcześniej w tej akcji nie doszło do zagrania ręką. Uznał najwyraźniej, że kontakt z piłką był ewidentnie przypadkowy, a więc zabrzanie bardzo szybko wyszli na prowadzenie.
Wcale nie sprawiło to cofnięcia się „Trójkolorowych” do obrony. Wręcz przeciwnie – zabrzanie nabrali wiary w siebie. Podbeskidzie wcale nie zamierzało jednak kulić ogona, bo też stwarzało sobie sytuacje. Pierwsze kilkanaście minut minęło, dobrych sytuacji nie brakowało, ale punktem zwrotnym okazała się jedna z wrzutek w pole karne, po której – niestety – ucierpiał Alex Sobczyk. Sędzi Złotek, po analizie VAR, wskazał na jedenasty metr.
Jesus Jimenez z numerem 9 na plecach pewnie wykorzystał jedenastkę. I – szczerze powiedziawszy – chyba już dawno nie było w Zabrzu podobnej sytuacji. Fani Górnika przyzwyczajeni byli raczej do tego, że sędziowie VAR anulują zdobyte przez ich ekipę bramki. Częściej system analizy wideo działał na niekorzyść zabrzan, niż w drugą stronę.
Zmiennik na medal
Alex Sobczyk zmuszony był do opuszczenia boiska. Młodego napastnika, którego Górnik tego lata sprowadził do Zabrza, zastąpił Piotr Krawczyk. Polak na murawie zameldował się w 25. minucie, przed sobą miał więc co najmniej 65 minut gry. Co w tym dziwnego? Ano to, że w poprzednim sezonie tylko jeden raz zdarzyło mu się w jednym meczu wystąpić dokładnie w takim przedziale czasowym. Mowa o wygranym przez zabrzan 2:1 spotkaniu z Arką Gdynia.
Strata Sobczyka była o tyle bolesna, że Aleks wypracował dwa pierwsze gole. Po jego zmianie gra jakby zwolniła, choć z drugiej strony Górnikowi nie zależało już na bombardowaniu bramki Podbeskidzia. Prowadzili w końcu 2:0. Sobczyk jednak zaliczył asystę oraz dał się znokautować w polu karnym, wywalczając jedenastkę, nawet mimo tak krótkiego występu. Przed Krawczykiem stało więc trudne zadanie.











