Gdy przez cały mecz utrzymywał się wynik remisowy, wydawało się, że bliżsi zdobycia gola są gospodarze. Piłka nożna po raz kolejny pokazała, jaka jest nieobliczalna.
Zwariowany świat Premiership właśnie zaczął wkraczać w bardzo ostre i liczne zakręty. Obecny czas dla angielskiej piłki kojarzony jest z wielkimi emocjami, bo w okresie świąteczno-noworocznym gra się co trzy dni. Na Villa Park w ramach 17. kolejki spotkań przyjechał Arsenal. Arsenal, który zaliczając potknięcie na Manchesterze City, przerwał świetną passę ośmiu gier bez porażki (22 punkty). Gospodarze, którym wiedzie się w kratkę, ograli w poprzedniej serii gier Bolton.

Prawdziwy miszmasz Arsene Wengera dotyczył obsadzenia dwóch pozycji – środka pola i prawej flanki defensywy. Francuz desygnował do gry dwóch młokosów – Frimponga, a na skrzydło poszedł Coquelin, nominalny środkowy pomocnik. Jego brak doświadczenia wyszedł na wierzch bardzo szybko. Zmasowane ataki „The Villans” napędzane przez N’Zogbię i Agbonlahora ostro rozgrzały Wojtka Szczęsnego. Arsenal został zupełnie zepchnięty do defensywy. Po rzucie rożnym w 5. minucie meczu Polak wspiął się na wyżyny swoich umiejętności i odbił piłkę zmierzającą do siatki po główce Agbonlahora.
Niemoc „Kanonierów” trwała jeszcze blisko kwadrans. Charles N’Zogbia przetestował wszystkie sztuczki techniczne, które miał w zanadrzu na to spotkanie, na młodym Coquelinie. Ostoją zagrań byłego piłkarza Wigan była piękna siatka założona piętą.
Stworzona z trudem jedna z pierwszych akcji „Kanonierów” przygnała Walcotta w pole karne. Otrzymawszy piłkę po rzucie z autu, w błyskawicznym tempie obrócił się, a piłkę pyknął sobie piętą. Zdezorientowanemu Huttonowi pozostało tylko faulować i tak też zrobił – pociągnął Anglika za koszulkę. Pan Moss nie wahał się i natychmiast wskazał na wapno. Piłkę do siatki z 11 metrów wpakował van Persie. Była to jego 34. bramka w tym roku kalendarzowym.
Zmotywowani przez swojego kapitana „Kanonierzy” wytoczyli większe działa na plac gry. Wychodzący sam na sam Walcott zdążył tylko podbić piłkę nad wybiegającym Guzanem. Bramkarz gospodarzy szczęśliwie, bo głową, wybił piłkę zmierzającą do bramki. Kolejną okazję goście stworzyli w 32. minucie. Van Persie pyknął piłkę do przodu dla wybiegającego Ramseya. Ten postanowił bezmyślnie strzelać, było daleko, a przed nim tylko bramkarz. Piłka poszybowała w trybuny.
Obrońcy gości z trudem, ale jednak wychodzili cało z zagrożenia stwarzanego przez piłkarzy McLeisha. Po dośrodkowaniu Albrightona o ułamek sekundy spóźnił się Ireland. Kilka chwil później było to samo. W obu sytuacjach piłka padła łupem polskiego bramkarza. Dla Stephena Irelanda widocznie ostatnie akcje były ponad jego siły. Chwilę przed gwizdkiem kończącym pierwsze 45 minut Anglika zmienił Barry Bannan. Lepsi gospodarze mogli czuć niesmak, bo na przerwę schodzili, przegrywając 0:1.











