Bundesliga zdążyła już przyzwyczaić kibiców w Niemczech do gradu goli w niemalże każdym starciu. Ciekawie, z mnóstwem emocji było również na inaugurację 16. serii spotkań. Hannover 96 po walce do ostatnich minut pokonał VfB Stuttgart 2:1 (1:0).
Jakże odmienne nastroje panują w obozach zespołów, które rozpoczynały 16. kolejkę Bundesligi. VfB zawsze walczący o europejskie puchary, tym razem przyjął rolę feralnej Herthy Berlin, która po czwartym miejscu w lidze rok później spadła z elity. Gracze ze Stuttgartu robią wszystko, by było podobnie. Dzisiaj ulegli na wyjeździe rewelacyjnemu Hannoverowi.
Podopieczni Mirko Slomki genialnie spisują się w tegorocznych rozgrywkach. Pozycja w czubie tabeli przed starciem z VfB napawała miejscowych kibiców optymizmem. Jak się później okazało, oczekiwania były uzasadnione. W 27. minucie pierwszą groźną sytuację gospodarzy golem starał się zakończyć Jan Schlaudraff, lecz bez powodzenia. Futbolówka w siatce ugrzęzła jednak już osiem minut później. Napastnik Hannoveru, Didier Ya Konan indywidualną akcję wykończył celnym strzałem lewą nogą.
Po przerwie do pracy zabrali się goście. I o ile pierwsze dwa kwadranse rywalizacji w drugiej odsłonie nie przyniosły znacznych zmian, o tyle końcowe 15 minut było godne uwagi. W 74. minucie po centrze Gebharta uderzenie głową na gola zamienił Georg Niedermeier. Kiedy wydawało się, że mecz zakończony zostanie podziałem punktów, ponownie dał o sobie znać Ya Konan. Zaledwie 120 sekund później reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej ustalił wynik spotkania. Świetnym zagraniem popisał się Christian Schulz, a czarnoskóry napastnik po raz drugi wpisał się na listę strzelców.
Dzięki triumfowi rewelacyjny Hannover 96 przynajmniej do soboty zajmować będzie drugie miejsce w Bundeslidze. VfB natomiast, notując dziesiątą porażkę w lidze, zadomowiło się już w strefie spadkowej.








