W sobotnich spotkaniach 22. kolejki Bundesligi byliśmy świadkami między innymi efektownego wyjazdowego zwycięstwa Werderu Brema czy triumfu „Aptekarzy” nad fatalnym w tym sezonie zespołem VfL Wolfsburg. Kolejne punkty straciła natomiast Hertha Berlin, remisując 1:1 z FSV Mainz.
Hannover 96 – Werder Brema 1:5 (0:4)
Po ostatnim zwycięstwie w Bundeslidze, później zaś w Pucharze Niemiec, podopieczni Thomasa Schaafa poczuli, że swoją dobrą passę mogą kontynuować. Zadanie wydawało się tym łatwiejsze, że gospodarze w zmaganiach ligowych przegrali sześć kolejnych spotkań. Trudno się zatem dziwić, że początek rywalizacji należał do Werderu, co udokumentował bramką. Już w 11. minucie podanie Clemensa Fritza na gola zamienił Peter Niemeyer. Zawodniczy „Die Grün-Weißen” nie zamierzali jednak zaprzestać swoich prób ofensywnych, toteż na drugie trafienie nie trzeba było długo czekać. W 18. minucie najsprytniejszy w polu karnym – po dośrodkowaniu Mesuta Özila – okazał się Brazylijczyk Naldo, który podwyższył rezultat na AWD-Arena.
Rozpędzona lokomotywa z Bremy szukała swoich kolejnych szans. Po niespełna pół godzinie gry po raz trzeci futbolówkę z bramki wyciągać musiał Florian Fromlowitz. Tym razem strzelcem nie był żaden z piłkarzy przyjezdnych, a… obrońca popularnych „96”, Leon Andreasen. To nie był koniec strzelania w Hannoverze przed przerwą. Zupełnie rozbici miejscowi jeszcze raz zostali pokonani. Po asyście Marko Marina, między słupki bramki gospodarzy głową trafił Aaron Hunt. W drugiej odsłonie goście zapomnieli się na chwilę, co z zimną krwią wykorzystali podopieczni Mirko Slomki. W 59. minucie skutecznym strzałem lewą nogą popisał się Christian Schulz, który uratował honor swojej drużyny. Jak wyglądałby tak efektowny mecz w wykonaniu Werderu, gdyby do bramki nie trafił Claudio Pizarro? To właśnie Peruwiańczyk dokończył dzieła zniszczenia Hannoveru, wykorzystując precyzyjne podanie Marko Marina i ustalając ostatecznie rezultat na 1:5.
Bayer Leverkusen – VfL Wolfsburg 2:1 (0:0)
Jakże innego formatu byłoby to spotkanie, gdyby obie drużyny prezentowały poziom z ubiegłego sezonu. Wtedy to w roli bezapelacyjnego faworyta byliby piłkarze VfL, Bayer natomiast pełniłby rolę zwyczajnego ligowego średniaka. Świat bywa jednak przewrotny, a w tym przypadku powiedzenie to znajduje odzwierciedlenie. Podopieczni Juppa Heynckesa walczą bowiem o mistrzowską paterę i w konfrontacji na BayArena, gdzie mierzyli się z ligowym średniakiem, byli zdecydowanym faworytem. Strzelanie w Leverkusen rozpoczęło się dopiero po przerwie.
Tuż po wznowieniu gry w drugiej odsłonie na listę strzelców wpisał się Stefan Reinartz i wyprowadził gospodarzy na upragnione prowadzenie. Kibice zgromadzeni na stadionie mogli zatem odetchnąć z ulgą. W 68. minucie byliśmy świadkami kuriozalnej sytuacji. Po akcji przeprowadzonej przez Erena Derdiyoka gospodarze podwyższyli prowadzenie, lecz egzekutorem okazał się… sam golkiper przyjezdnych, Andre Lenz. Jeśli drużyna „Wilków” zawodzi, tym, na którego zawsze można liczyć jest Edin Dzeko – podobnie było i w tym meczu. Bośniak po dograniu swojego rodaka, Zvjezdana Misimovicia, uderzeniem z lewej nogi zdobył kontaktowego i jak się okazało ostatniego gola w sobotnie popołudnie na BayArena.








