Jagiellonia Białystok ponownie mimo straty do rywala była w stanie ją odrobić w drugiej połowie. Michał Probierz był dość zadowolony.
Zresztą, trenerowi GKS-u Bełchatów trudno się dziwić. Po jego przyjściu i dwóch porażkach zespół w końcu zaczął punktować. Najpierw udało się zdobyć punkt z Lechią, a teraz bełchatowianie zremisowali z Jagiellonią.

– Bardzo trudno było nam zacząć drugą połowę – powiedział po meczu były trener Jagiellonii. – Wychodząc z szatni, mówiłem chłopakom, że kluczem będzie przetrzymanie tych pierwszych dziesięciu minut i najważniejsze będzie, żeby nie stracić bramki. Pierwszy kontakt „Franka” z piłką i gol. Wiedziałem, że „Jaga” będzie wciąż nacierać, ale do pewnego momentu wytrzymaliśmy. Chcieliśmy przytrzymać piłkę i kontrować, bo wiedzieliśmy, że Jagiellonia grała ostatnio bardzo dobrze, szczególnie u potentatów. Jagiellonii mogę tylko pogratulować, bo drugi raz z rzędu wyszła z niemałej opresji. Najpierw odrobiła 0:3, teraz 0:2, a to niełatwe. Nam pozostaje tylko wygrana z Piastem i walka o utrzymanie, a widzę, że z tą drużyną ten cel jest osiągalny, bo fajnie gramy w piłkę.
Tomasz Hajto może być zadowolony zarówno z gry swojego zespołu, jak i tego, że udaje się odrabiać straty. W poprzedniej kolejce jego podopiecznym udało się zremisować, mimo że przegrywali 0:3 ze Śląskiem. Dziś strata była mniejsza, ale i tak ten wyczyn zasługuje na uwagę. Szkoleniowca Jagiellonii martwią jednak błędy jego drużyny.
– W dzisiejsze spotkanie weszliśmy bardzo dobrze, przez pierwsze 25 minut utrzymywaliśmy się przy piłce, rozgrywaliśmy atakiem pozycyjnym i muszę przyznać, że chyba pierwszy raz od dawna spokojnie mogliśmy siedzieć na ławce i obserwować mecz – wyznał Hajto. – Później bum!, dostaliśmy najpierw jeden strzał, a potem drugi. Gramy fajnie w piłkę, a te błędy się powtarzają, cały czas się mnożą. W drugą połowę również weszliśmy dobrze, równo z gwizdkiem sędziego „Franek” strzelił na 2:1, później wyrównaliśmy. Gdzieś tam wciąż ćwiczymy ten atak pozycyjny i dobrze on nam dziś wychodził przy grze na dziewięciu cofniętych bełchatowian, bo z przodu biegał osamotniony ten groźny Buzała. Znów zabrakło kropki nad i, bo graliśmy szczególnie w drugich 45 minutach bardzo fajnie. Ciąży nad nami jakieś fatum. Najpierw nie mogliśmy wygrać na wyjeździe, teraz u siebie. Mam tylko nadzieję, że w przyszły piątek przywieziemy z Chorzowa trzy punkty i będziemy cieszyć się jeszcze dłuższą serią meczów bez porażki. Trzeba pochwalić GKS, że dzielnie się bronił w dziesięciu, ale nas ten dzisiejszy wynik nie zadowala.











