Borussia Dortmund została pierwszym finalistą Pucharu Niemiec. Piłkarze Juergena Kloppa zapewnili sobie zwycięstwo nad ekipą Greuther Fuerth w 120. minucie meczu! Wtedy gola zdobył wprowadzony na boisko Ilkay Guendogan.
Oprócz wyłonienia finalisty Pucharu Niemiec, ten mecz miał pokazać, jak duża jest różnica pomiędzy Bundesligą a zapleczem tych rozgrywek. Oba zespoły znajdują się obecnie na pierwszych miejscach w swoich ligach i mają ogromne szanse na końcowe triumfy. Od samego początku spotkania na trybunach stadionu Trolli Arena można było usłyszeć niesamowity doping kibiców dla piłkarzy Greuther Fuerth. Niewątpliwie, wielu sympatyków futbolu chciało zobaczyć w akcji jednych z najlepszych piłkarzy z Niemiec, jakimi są podopieczni Juergena Kloppa. Niemiec zdecydował się na wystawienie najsilniejszego składu. Nie zabrakło oczywiście miejsca dla Piszczka, Błaszczykowskiego oraz Lewandowskiego.
Od pierwszych minut prawy obrońca reprezentacji Polski był bardzo aktywny i raz po raz uczestniczył w akcjach ofensywnych swojego zespołu. Po jednej z nich został brutalnie sfaulowany przez Sararera i przez dłuższą chwilę nie podnosił się z murawy. Na szczęście, okazało się, że kontuzja nie jest poważna. Gospodarze od samego początku nie przebierali w środkach i dość często Meyer musiał sięgać po gwizdek i straszyć kartonikami koloru żółtego.
Można powiedzieć, że jak nie idzie, to po całości. Mowa oczywiście o Robercie Lewandowskim, który od kilku meczów nie potrafi trafić do siatki rywali. Fantastyczną okazję ku przełamaniu się nasz snajper miał w 17. minucie. Wtedy to wykorzystał przywilej korzyści na faulowanym Grosskreutzu, przejął piłkę i wpadł w pole karne. Będąc kilka metrów przed bramkarzem, w ostatniej chwili został zablokowany. Swoją bezradność i złość Polak wyładował na jednym z obrońców przeciwników, otrzymując za ten faul żółtą kartkę. Kilka chwil później doskonałą okazję do zdobycia gola miał Kagawa, ale piłka po jego strzale głową z trzech metrów przeleciała wysoko ponad bramką rywali. Niewątpliwie, optyczna przewaga w pierwszej części meczu należała do zawodników Borussii. Kilka akcji z bocznych sektorów boiska w wykonaniu Błaszczykowskiego i Grosskreutza mogło się podobać, jednak podopieczni Michaela Bueskensa zaciekle się bronili i skupieni byli na kontratakach. Druga połowa zapowiadała się bardzo ciekawie.
Już w pierwszym kwadransie po przerwie podopieczni Juergena Kloppa włączyli zdecydowanie wyższy bieg. Pierwsze dziesięć minut to totalna ofensywna nawałnica piłkarzy Borussii na bramkę rywali. Fantastyczną techniką użytkową popisał się Robert Lewandowski, który po przyjęciu piłki na klatkę piersiową dobiegł do linii bramkowej, z której dośrodkował wprost na głowę Grosskreutza. Młody Niemiec nie był jednak w stanie pokonać Maxa Gruena. Chwilę później lewy pomocnik lidera Bundesligi dograł do Kagawy, jednak Japończyk strzałem z lewej nogi nie trafił w bramkę. Gospodarze starali się tylko odpierać atak rywali i udało im się to po godzinie gry.
Właśnie wtedy miejsce miała jedna z nielicznych akcji „Listków Koniczyny”. Bardzo ładnie piłkę na lewą stronę rozprowadził Furstner. Tam znalazł się Sararer, po którego dośrodkowaniu Occean nie był w stanie pokonać Weidenfellera. Od 70. minuty szkoleniowiec przyjezdnych zdecydował się na grę dwójką napastników. Do „Lewego” dołączył Paragwajczyk Lucas Barrios, który zastąpił Shinjiego Kagawę. Trzecią stuprocentową okazję w meczu miał Kevin Grosskreutz. To nie był jednak udany mecz 24-latka. Jego strzał z prawej strony pozostawiał sporo do życzenia. Piłka przeleciała wysoko nad poprzeczką i wylądowała na wysokim piętrze stadionu Trolli Arena. Kibice zgromadzeni na obiekcie lidera drugiej Bundesligi mogli wtedy już mieć nadzieję, że niewykorzystane okazje Borussii zemszczą się i ich pupile utrą nosa przeciwnikom, a przecież finał DFB-Pokal byłby czymś wymarzonym. Od pewnego momentu piłkarze w żółtych koszulkach oddali inicjatywę gospodarzom i wydawać się mogło, że czekali na dogrywkę. Tak się też stało. Po 90 minutach meczu sędzia, Florian Meyer, zmuszony był zarządzić kolejne pół godziny gry.








