Maj był miesiącem Piotra Grzelczaka. Napastnik zespołu Czesława Michniewicza piękną bramką z Jagiellonią rozpoczął świetny finisz niedawno zakończonego sezonu, który okrasił kilkoma ważnymi trafieniami. Zawodnik Widzewa jednocześnie jest zadowolony ze swoich postępów i czuje niedosyt, ponieważ jego zdaniem łodzian stać było na wyższe miejsce w tabeli.
Chyba zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że ten sezon był dla Pana kariery przełomowy?
Będę robił wszystko, aby kolejny sezon był dla mnie i dla drużyny jeszcze lepszy. Taki jest mój cel. Na pewno mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że druga część rundy wiosennej była dla mnie bardzo udana. Z niej jestem zadowolony.

Jak Pan sobie wyobrażał ten sezon przed jego startem? W Pana statystykach – występach, bramkach – nie można dostrzec większych zmian. Czy zatem przeskok nie był taki duży?
Pozostał niedosyt. Stać nas na jeszcze wyższe miejsce w tabeli niż to, które zajęliśmy. Jeżeli chodzi o mnie, to wreszcie zacząłem zdobywać gole w Ekstraklasie. Wcześniej taka sztuka udawała mi się w pierwszej lidze.
Jak skomentuje Pan swój postęp, który dokonał się na przestrzeni całego sezonu? Czy Piotr Grzelczak jest zawodnikiem, którego stać na grę w czołowych klubach Ekstraklasy? A może nawet na wyjazd zagraniczny?
Cały czas pracuję nad tym, aby moja gra wyglądała jeszcze lepiej. Nie ukrywam, że ostatnie miesiące sporo wniosły do mojego doświadczenia. Gram w Widzewie i tylko to mnie w tej chwili interesuje. Resztę nie mnie oceniać.
Komu Pan najbardziej zawdzięcza i dedykuje zakończony sezon? Bliscy muszą być z Pana postawy niezwykle dumni.
Przez cały sezon czułem wsparcie najbliższych. Gdy graliśmy w Łodzi, to na stadion przychodzili moja rodzina oraz znajomi. Dla każdego zawodnika jest to bardzo miłe uczucie. Gdy wygrywaliśmy, a ja zdobywałem gole, to wszyscy byli szczęśliwi. Cieszyłem się z tego, że mogę sprawiać im radość.
Czy po tak dobrym sezonie może Pan niepostrzeżenie chodzić po ulicach Łodzi i przebywać w miejscu publicznym, nie będąc zauważony przez fanów Widzewa?
Kibice Widzewa są wszędzie. Często zdarza mi się rozmawiać z nimi w różnych miejscach Łodzi. Jest to miłe uczucie.
Popularność zapewniła też Panu bramka z Jagiellonią. Czy to był gol życia?
Mam nadzieję, że gol życia jest jeszcze przede mną. Bramka zdobyta w Białymstoku była najładniejszą, jaką do tej pory udało mi się zdobyć. Nieczęsto pokonuje się bramkarza strzałem z kilkudziesięciu metrów.











