Gdy do Legii Warszawa przechodził Wladimir Dwaliszwili, ogłaszano transfer lata. Zawodnik Polonii był wyróżniającym się graczem i miał godnie zastąpić Danijela Ljuboję po jego odejściu. Coś jednak nie wypaliło i zamiast zbawiciela na Pepsi Arena jest jeden wielki gruziński problem.
Reprezentant Gruzji przyjeżdżał do Polski jako dwukrotny mistrz Gruzji i triumfator ligi w Izraelu. W Polonii wiodło mu się przyzwoicie. W rundzie jesiennej sezonu 2012/2013 strzelił siedem bramek w 15 spotkaniach. Wtedy też pojawiła się oferta zza miedzy. Oto przy Łazienkowskiej zainteresowano się tym doświadczonym graczem, który miał zastąpić w Legii Serba Ljuboję po jego klubowych wojażach. W byłym reprezentancie „Czarnych Koszul” pokładano wielkie nadzieje. Szansa na zaistnienie w wielkiej piłce jednak się nie powiodła, a „trzynastka” na plecach okazała się dla niego bardzo pechowa.

Co poszło nie tak? O ile przy Konwiktorskiej trenerzy doceniali jego umiejętności i dawali mu dużo okazji do gry, co potrafił często wykorzystać, o tyle na Pepsi Arena było z tym już dużo gorzej. Sporym kredytem zaufania obdarzał go również Jan Urban. Problem rozpoczął się w momencie, gdy zmieniono szkoleniowca i został nim Henning Berg. Norweg nie dostrzega wielu zalet „gruzińskiego czołgu” i nie daje mu okazji do występów. „Lado” mógł grać w pięciu miesiącach startów w lidze (sparingów nie liczę). W tym czasie rozegrał niespełna 200 minut!
Szybka matematyka. 5 razy 80 tysięcy złotych (tyle zarabia Dwaliszwili przy Ł3) to razem 400 tysięcy. Dzielimy to przez liczbę minut spędzonych na boisku. Legia za każdą minutę gry płaci mu ponad dwa tysiące złotych. To sporo jak na polską ligę. Nikt inny takich pieniędzy zwyczajnie mu nie zaoferuje i mimo że zainteresowanie Gruzinem wyraża kilka klubów, to ten nie ma zamiaru się stąd na razie ruszać. Kto bowiem nie byłby zainteresowany taką miesięczną stawką? Na pewno klub, który musi takie pieniądze wypłacać. I tu Legia odczuwa największe ubolewanie. Do końca kontraktu 28-latka będzie musiała wypłacić jeszcze prawie milion naszej waluty. Te pieniądze można zagospodarować inaczej – Wladimir musi tylko dojść do porozumienia z innym zespołem. I tutaj zaczynają się schody.
Partizan Belgrad, Nikozja Omonia, APOEL czy Atromitos Ateny. To tylko nieliczne ekipy, których włodarze chcą ściągnąć przyjaznego zawodnika. Grecka drużyna oferowała mu 350 tysięcy euro za 24 miesiące gry. Oznaczałoby to obniżkę pensji o mniej więcej 20 tysięcy złotych. Podobne pieniądze ma płacić Partizan Belgrad, jednak żadna z tych ofert nie interesuje Gruzina, który żądał dwa miliony euro za dwa lata występowania w zespole. Trener Berg przyznał otwarcie, że zawodnik ma wolną rękę w kwestii transferu, jednak biorąc pod uwagę jego wymagania finansowe – „wyzbycie” się go przed czerwcem 2015 będzie prawdopodobnie mission impossible.











