Grali dziś również na innych stadionach, wszędzie w ramach grupy walczącej o utrzymanie. Walczono w Łęcznej, Wrocławiu i Niecieczy. A z emocjami, jak to w ekstraklasie, wyglądało różnie.
W Niecieczy znowu ambitne widowisko
Drżeć można było zwłaszcza przed spotkaniem w Niecieczy. Marcin Brosz ostatnie starcie pomiędzy Termalicą a Koroną określił mianem spotkania „dla koneserów”. Idąc tym tokiem rozumowania, liczyliśmy, że w takim razie dziś zaserwują nam bardziej tłuste danie.
Niestety, kolejne starcie również smakować mogło tylko „wyjątkowym” koneserem.
Oba zespoły podzieliły się punktami, w zasadzie nie kwapiąc się o inne rozstrzygnięcie tego spotkania. Marcin Brosz swoimi decyzjami personalnymi walczył o przedłużenie passy bez porażki. Piotr Mandrysz również nie szukał czegoś więcej niż tylko jednego oczka.
Generalnie, zadowoleni mogą być wszyscy, poza kibicami, którzy obejrzeli ten mecz. Korona i Termalica podzieliły się punktami, ale z obecnym dorobkiem tylko pozornie mogą spać spokojnie.
Konsekwentna droga Górnika Łęczna
Nie zmienia się wciąż sytuacja Górnika Łęczna, który z zapałem godnym podziwu śmiało podąża w kierunku I ligi. Trudno dziś znaleźć jakiekolwiek pozytywy w drużynie Jurija Szatałowa. Minęło kilka tygodni, a szkoleniowiec zespołu z Lubelszczyzny nadal nie znalazł recepty na problemy swojej drużyny. Piesio i Bonin wciąż nie ciągną zespołu. Atak nie istnieje. Zespół stać tylko na murowanie.
Dziś do Łęcznej przyjechała drużyna Wisły i choć długo męczyła się ze zdobyciem pierwszej bramki, to jednak ani przez chwilę nie wyglądała na zespół gorszy od gospodarzy. Znowu dał o sobie znać Rafał Wolski, który uczestniczył czynnie przy dwóch bramkach. Zespół z Krakowa wraca z Lubelszczyzny z tarczą i pewnie kroczy po zwycięstwo w grupie spadkowej, prezentując solidną grę. Górnik natomiast dziś prawdopodobnie gra najgorszą piłkę w lidze. Pozytywów w niej nie widać.
Ważne zwycięstwo Śląska
Duch Mariusza Pawełka dalej krąży nad bramką wrocławian. Cierpi na tym niestety młody Mateusz Abramowicz, który po pierwszych obiecujących występach zaczyna popełniać coraz więcej błędów. Dziś dorzucił kolejny. Na jego szczęście jednak po raz kolejny różnicę zrobił Ryota Morioka. Japończyk po przeciętnym początku swojej przygody w ekstraklasie wreszcie zaczyna brać na siebie większą odpowiedzialność za grę zespołu. I dobrze, gdyż patrzy się na jego dyspozycję coraz przyjemniej. Dziś wraz z Mervo trzykrotnie pokonał Bartłomieja Drągowskiego, dając Śląskowi cenne trzy punkty.
Jagiellonia również miała swoje okazje, lecz obiektywnie była dziś słabszym zespołem od podopiecznych Mariusza Rumaka. Michał Probierz znów musi zastanowić się, gdzie leży problem. Dla jego zespołu to już kolejna porażka poza własnym boiskiem. A przy obecnym układzie w tabeli każdy punkt może być na wagę złota.
O meczu Górnika Zabrze z Podbeskidziem pisaliśmy TUTAJ.











