Z Walią w ostatnim czasie toczyliśmy wiele zaciętych i dramatycznych pojedynków. A to oznacza jedno – Smoki są idealnym sparingpartnerem dla Polski przed meczem el.MŚ 2010 z Irlandią Północną.
W minionych dziewięciu latach nasza reprezentacja czterokrotnie mierzyła się z Walią, zawsze przy okazji el.MŚ. W 2000 r. biało-czerwoni nie potrafili znaleźć sposobu na defensywę rywali, mimo że przez całe 90 minut atakowali non stop, a podopieczni wówczas Marka Hughesa tylko się bronili. Najbliżej szczęścia na początku drugiej połowy był Andrzej Juskowiak, który znalazł się sam przed Paulem Jonesem, ale trafił w poprzeczkę. W 2001 r. wygraliśmy 2:1, ale to Walijczycy pierwsi zdobyli gola. Jerzego Dudka pokonał Nathan Blake, ale do dziś nie ma pewności, czy piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową. Blake uderzył futbolówkę lekko i nieczysto, ta powoli przetoczyła się pod pachą Dudiego, ale nasz golkiper zdołał ją wygarnąć, nim całym obwodem przekroczyła linię. Sędzia jednak był zdania, że polski bramkarz złapał piłkę, gdy ta już cała wtoczyła się do bramki. Na szczęście w drugiej połowie, dzięki świetnym zagraniom Marka Koźmińskiego, bramki zdobyli Emmanuel Olisadebe i Paweł Kryszałowicz. Najtrudniejszy bój z Walią stoczyliśmy w 2004. Polacy byli świeżo po ciężkim spotkaniu z Austrią, w którym zwycięstwo zapewnili sobie dopiero w końcówce, stąd też niedziwne, że w Cardiff niemal słaniali się na nogach. Gdy gola zdobył Robbie Ernshaw, wydawało się, że można zapomnieć o remisie, nie mówiąc już o zwycięstwie. W ostatnim kwadransie Polacy strzelili jednak trzy gole. Najpierw wyrównał Tomasz Frankowski, później piękną indywidualną akcją popisał się Maciej Żurawski, a na koniec potężnym strzałem z dystansu wynik podwyższył Jacek Krzynówek. Tuż przed ostatnim gwizdkiem kontaktową bramkę zdobył jednak John Hartson i znów zaczęła się nerwówka. Na szczęście piłkarze Pawła Janasa korzystny rezultat dowieźli do końca. Mecz z 2005 roku jak żyw przypomina ten z 2000. Walijczycy znów postawili na obronę, ale tym razem Polacy potrafili ją sforsować. Gola na wagę zwycięstwa z rzutu karnego strzelił Żurawski. W środę zapewne kadra znów powinna przygotować się na długą wymianę ciosów. Ale tak ciężki mecz będzie dobrym przetarciem przed potyczką w Belfaście, gdzie Irlandczycy z Północy również nie odstawią nogi i walczyć będą do ostatniego gwizdka sędziego.

Selekcjonerem The Dragons od 2004 roku pozostaje John Toshack. Ten w przeszłości całkiem niezły piłkarz (z FC Liverpool trzy razy sięgał po mistrzostwo Anglii, dla The Reds w sumie strzelił 96 goli) największe sukcesy jako trener odnosił w Hiszpanii, gdzie z Realem Sociedad San Sebastian zdobył Puchar Hiszpanii w sezonie 1986/1987, mistrzostwo Hiszpanii z Realem Madryt w sezonie 1989/1990 i Superpuchar Hiszpanii z Deportivo La Coruna w 1995 r. W swoim CV ma także triumf w Pucharze Turcji z Besiktasem Stambuł w sezonie 1997/1998. Poza wyżej wymienionych klubami, prowadził również Swansea City, Sporting Lizbona, Saint-Etienne, Catanię Calcio i Real Murcia. Nim w 2004 r. zastąpił na stanowisku selekcjonera Marka Hughes`a, piastował tą funkcję w 1994 r. przez 41 dni. Zdążył poprowadzić Walijczyków w meczu z Norwegią, przegranym 1:3. Zszokowany warunkami w jakich musi pracować, niskim poziomem swoich podopiecznych, a także krytyką ze strony Walijskiej Federacji Piłkarskiej, podał się do dymisji. Po dziesięciu latach od tych wydarzeń, znów postanowił jednak wejść do tej samej rzeki i ponownie objął stery w reprezentacji. Krótki epizod z kadrą w 1994 r. najlepiej podsumował Alan Curtis, który w latach 80-tych grał z Johnem w Swansea: – (w 2004- przyp. mk) Póki co z reprezentacją żadnych sukcesów nie osiągnął. W el.MŚ 2006 w grupie 6., Walia była lepsza tylko od Azerbejdżanu, w el.EURO 2008 zaś wyprzedziła w grupie D Cypr i San Marino. Obecnie, w el. MŚ 2010 Smoki zajmują trzecie miejsce w grupie 4, za Niemcami i Rosją. Piłkarze Joachima Loewa są raczej poza zasięgiem, ale z Rosjanami, podopieczni Toshacka mogą śmiało powalczyć o drugie miejsce.










