Prawdopodobnie wielu goli życzyli sobie piłkarze w trakcie świątecznej przerwy przy wspólnym dzieleniu się jajkiem. Efekt był dziś dobitnie widoczny. W meczu grupy spadowej Jagiellonia pokonała Piasta 4:3 po pełnym pięknych goli i emocji meczu. Drużyna Probierza może z lżejszym sercem patrzeć na ligową tabelę.

Ekipa z Białegostoku przez pierwsze minuty chyba totalnie zapomniała do czego, oprócz chodzenia, służą im dolne kończyny. Piast zaskoczył rywali wysokim pressingiem, co opłaciło się bardzo szybko. Już w 6. minucie goście otworzyli mecz – dośrodkowanie z prawego skrzydła minęło co prawda wszystkich w polu karnym, jednak piłka dotarła do zupełnie niepilnowanego Badii, który perfekcyjnie wrzucił piłkę na głowę Jurado. Hiszpanowi nie pozostało nic innego, jak skierować ją do siatki. Piast nie poprzestał na jednej akcji – już w 8. minucie fantastycznym podaniem na prawą flankę do kolegi popisał się Hanzel, ale ekipa Probierza zdołała zatrzymać rozpędzonych piłkarzy Brosza. Po kilkunastu minutach fauli, przepychanek, niecelnych strzałów i typowego jak na naszą ligę futbolu, doczekaliśmy się na odpowiedź gospodarzy – dośrodkowanie Grzyba zostało wybite przez obronę Piasta, ale na tyle nieudolnie, by Dźwigała, który odzyskał futbolówkę, mógł wpakować ją do bramki. Mimo początkowego braku jakichkolwiek podstaw do dobrej gry, Jagiellonia atakowała nieprzerwanie. A jako że najlepsza obroną jest właśnie atak, ekipa Probierza mogła cieszyć się z kolejnego profitu w postaci bramki. Tuż przed przerwą, w 42. minucie, Quintana skierował piłkę do niemal pustej bramki po zamieszaniu w polu karnym Treli. Trzy bramki w pierwszej połowie miały zaowocować emocjami w drugiej połowie. I tak w istocie się stało…
Druga połowa zaczęła się od zmian w zespole Probierza – za Pazdana wszedł Michał Gajos. Dodatkowe pokłady energii spowodowały, iż piłkarze Probierza ponownie przyprawili Piasta o ból głowy – konkretnie Dani Quintana, który efektownym strzałem na dalszy słupek zainkasował kolejną bramkę dla gospodarzy. Piast nie był w stanie podnieść się po kolejnym ciosie. Jurado próbował strzelać, ale jego umiejętności wystarczyły tylko do tego momentu na jedną bramkę. Probierz mógł sobie więc pozwolić na nieco więcej „wirtuozerii” wprowadzając do składu Plizgę za Dżalamidze. Przełom nastąpił jednak w 71. minucie. Po dobrym dośrodkowaniu Matrasa, z problemami, ale jednak, piłkę do brami Barana wbił Kędziora. Jagiellonia pobudziła się nieco do działania, ale pierwszy strzał Piątkowskiego był zbyt słaby. Druga za to próba dała Jagiellonii wyższe prowadzenie. Znów wyróżnił się Quintana, który huknął potężnie w poprzeczkę, jednak jak się okazało, co się odwlecze, to nie uciecze. Piłka trafiła na siódmy metr pod nogi wspomnianego Piątkowskiego, który tym razem zdobył bramkę. Wielkie musiało być jednak zaskoczenie piłkarzy Jagiellonii, kiedy to Piast pokazał, iż nie ma zamiaru się poddawać. W 87. minucie Hanzel fantastycznym podaniem uruchomił Jurado, który wpakował piłkę obok bezradnego Barana w sytuacji jeden na jednego. Mimo prób Piast nie dał rady wyrównać tego szalonego meczu i ostatecznie uległ w Białymstoku 3:4.











