Aż siedem goli zobaczyli kibice, którzy zdecydowali się na oglądanie pojedynku Liverpoolu ze Swansea. Goście mimo ambitnej postawy i dwukrotnego doprowadzenia do remisu, musieli przełknąć gorycz porażki.
Faworytem spotkania na Anfield byli gospodarze, którzy cały czas bardzo poważnie liczą się w walce o tytuł mistrzowski. I ten mecz rozpoczął się dla nich znakomicie, z tego powodu, że już w 3. minucie, po zagraniu Sterlinga, na listę strzelców wpisał się Sturridge. Anglik zdobył gola już w ósmym spotkaniu z rzędu i do wyrównania rekordu Ruuda Van Nistelrooya brakuje mu już tylko dwóch pojedynków. Podopieczni Brendana Rodgersa wcale nie zamierzali się zadowalać tym rezultatem i w 20. minucie gospodarze prowadzili już dwoma trafieniami. Tym razem były gracz Chelsea Londyn zamienił się w asystującego, a soczystym strzałem z dystansu popisał się Henderson.

To zdecydowanie uśpiło czujność „The Reds”, którzy liczyli pewnie na powtórkę z zeszłego roku, kiedy rozbili bez problemu Swansea aż 5:0. Już trzy minuty później gracze „Łabędzi” zdobyli gola kontaktowego. Świetną akcję przeprowadził Dyer, odegrał piłkę do Shelveya, a ten mocnym strzałem „ukłuł” swoich byłych kolegów. Miejscowi nie zdołali się jeszcze otrząsnąć po tej akcji, a już na zegarze mieliśmy remis. Goście wykonywali stały fragment gry, gdy do piłki dopadł Bony, ta odbiła się od Skrtela i zdezorientowany Mignolet musiał skapitulować po raz drugi.
W kolejnych minutach miejscowi doszli ponownie do głosu, czego efektem było kolejne trafienie, jakie mogliśmy oglądać na Anfield. Suarez dośrodkował piłkę z lewej strony, a Sturridge strzałem głową nie dał szans Vormowi. W 42. minucie goście mieli szansę na doprowadzenie po raz drugi do remisu, ale strzał Bony’ego sparował na rzut rożny belgijski bramkarz Liverpoolu. To była ostatnia groźna akcja w tej części gry i sędzia zaprosił piłkarzy do szatni przy minimalnym, lecz w pełni zasłużonym, prowadzeniu miejscowych.

Druga połowa znakomicie rozpoczęła się dla gości, którzy potrzebowali zaledwie dwóch minut, aby ponownie wyrównać stan meczu. Faulu w polu karnym dopuścił się Skrtel, a Bony okazał się skutecznym egzekutorem „jedenastki”. „The Reds” mogli doprowadzić do remisu już w kolejnej akcji, ale Vorm zatrzymał strzał Suareza. W 55. minucie „Łabędzie” miały okazję, aby wyjść na prowadzenie, ale strzał De Guzmana z rzutu wolnego był minimalnie niecelny. Osiem minut później groźną kontrę przeprowadził Liverpool, ale skuteczną interwencją popisał się wracający Williams.











