W pierwszym sobotnim meczu Ekstraklasy Cracovia podejmowała Górnik Zabrze. Mecz zakończył się wynikiem 2:3, a bramki strzelali: Matusiak, Gierczak, Zahorski oraz Bonin.

Sytuacja w tabeli spowodowała, że zawodnicy Cracovii potrzebowali punktów, aby ratować honor, zerowa liczba oczek po czterech kolejkach nie była bowiem dobrą wizytówką „Pasów”. Gwarantem pierwszej zdobyczy punktówej miał być powrót do składu Ntibazonkizy oraz Suworowa, który zachwycił występami w kadrze narodowej, strzelając dwa gole w dwóch ostatnich meczach eliminacji do Euro. Zespół Górnika, podbudowany zwycięstwem w Wielkich Derbach Śląska, przystąpił do spotkania bez zmian personalnych w stosunku do poprzedniej konfrontacji.
Pierwsze minuty meczu obfitowały w akcje ofensywne z obu stron. Dobrą partię rozgrywali piłkarze „Pasów”, którzy stworzyli sobie kilka klarownych okazji. Goście również często gościli pod bramką rywala, głównie za sprawą kontrataków. Jeden z nich wykorzystali w 19. minucie – podanie Kwieka otworzyło prawy korytarz Boninowi, który zagrał piłkę w pole karne idealnie na nos Gierczaka. Ofensywny pomocnik Górnika nie zwykł marnować takich sytuacji, co udowodnił i tym razem, zaskakując Łukasza Merdę. Gospodarze do wyrównania mogli doprowadzić już minutę później, jednak dwa heroiczne uderzenia Ślusarskiego nie znalazły drogi do bramki. „Pasy” szły za ciosem, dlatego sympatycy krakowian na remis nie musieli długo czekać. W 24. minucie Ntibazonkiza kapitalnie wszedł pomiędzy dwóch zawodników Górnika i zagrał prostopadłą piłkę do Matusiaka. Były reprezentant Polski, mimo problemów z opanowaniem piłki, sprytnym strzałem lewą nogą zdołał skierować piłkę do bramki. Kiedy wydawało się, że tempo spotkania opadło, w 34. minucie do wykonywania rzutu wolnego podszedł Magiera. 26-latek posłał precyzyjną wrzutkę w pole karne, gdzie najwyżej wyskoczył Zahorski. Napastnik Górnika, mimo opieki trzech obrońców, zdołał strącić futbolówkę, która tuż przy słupku przekroczyła linię bramkową.

W 53. minucie do wyrównania ponownie doprowadzili piłkarze „Pasów”. W niezwykle trudnej sytuacji, po dośrodkowaniu Mateusza Klicha, szczupakiem na piłkę rzucił się Matusiak. Futbolówka po odbiciu się od ziemi znalazła drogę do bramki, mijając po drodze bezradnego golkipera Górnika. 60 sekund później gospodarze mogli wyjść na prowadzenie, lecz precyzyjny strzał Klicha wybronił Stachowiak. Z remisu krakowianie cieszyli się tylko dziewięć minut, w 62. minucie z piłką w pole karne wpadł bowiem Bonin, który precyzyjnie przerzucił futbolówkę nad Merdą. Duży udział przy tym golu miał… sztab medyczny gospodarzy, gdyż niespecjalnie spieszył się podczas opatrywania Szeligi, którego zabrakło w środkowej strefie boiska przy tej akcji. W 68. minucie zdeterminowany do strzelenia gola w pole karne wpadł Ślusarski, lecz na jego drodze stanął Mariusz Jop, który zatrzymał pomocnika niezgodnie z przepisami. Sędzia wskazał na „wapno”, a do „jedenastki” podszedł sam poszkodowany. Znakomitym refleksem wykazał się jednak Stachowiak i krakowianie nadal musieli gonić wynik. Zmarnowany rzut karny wprowadził zrezygnowanie w każdy kolejny atak gospodarzy. Próżno było szukać wiary w poczynaniach Cracovii, dlatego wynik do ostatniego gwizdka sędziego nie uległ zmianie.











