W ostatnim meczu 36. kolejki Premiership kibice zgromadzeni na Craven Cottege zobaczyli aż siedem bramek. Fulham uległo Liverpoolowi 2:5, a hattrickiem popisał się Maxi Rodriguez. „The Reds” coraz bardziej pokazują, że chcą grać w przyszłym sezonie w Lidze Europejskiej.
Walczący o miejsce premiowane grą w Lidze Europejskiej Liverpool przyjechał do Londynu na Craven Cottage po trzy punkty. Fulham zajmuje spokojne środkowe miejsce w tabeli i nie ma szans na grę w europejskich pucharach.

Kibice zgromadzeni na Craven Cottage nie zdążyli wygodnie rozsiąść się w swoich krzesełkach, gdy Maxi Rodriguez w 31. sekundzie spotkania wyprowadził Liverpool na prowadzenie. Pięć minut później były zawodnik Atletico Madryt podwyższył stan meczu na 0:2. Jednak to nie był koniec koncertowej gry Liverpoolu, który niespełna po kwadransie rozgrywki prowadził w Londynie 3:0. W 15. minucie Dirk Kuyt wykorzystał złe ustawienie Marka Schwarzera i strzałem w krótki róg pokonał australijskiego bramkarza, zdobywając trzecią bramkę. Po tych szybko strzelonych bramkach Liverpool nieco uspokoił grę i pozwolił na ochłonięcie mocno zaskoczonym wynikiem zawodnikom Fulham. Gospodarze mieli okazję nieco zmniejszyć rozmiary porażki, tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę, jednak strzał głową Dembele świetnie wybronił Pepe Reina.
To, co nie udało się Belgowi w 45. minucie, powiodło się w 57. minucie, gdy strzałem w długi róg pokonał hiszpańskiego bramkarza „The Reds”. Fulham przez jakiś czas odzyskało inicjatywę, spychając Liverpool na ich połowę, jednak na niewiele się to zdało, gdyż w 70. minucie po pięknym uderzeniu Maxiego Rodrigueza wynik na tablicy świetlnej zmienił się na 1:4. Argentyńczyk potwierdza swoją wysoką formę pod koniec sezonu, to już drugi jego hattrick na przełomie niespełna miesiąca. W 75. minucie młodziutki Junjo Shelvey wspaniale obsłużył Luisa Suareza, który strzelił bramkę na 1:5. Gospodarze mieli siły już tylko na jeden zryw i jedną bramkę, którą zdobył w 86. minucie Steve Sidwell. Anglik fantastycznym uderzeniem z dystansu zmniejszył rozmiar porażki na 2:5.
Liverpool coraz bardziej udowadnia, że zasługuje na grę w Lidze Europy. „The Reds” zajmują piątą pozycję, która jest premiowana udziałem w tych rozgrywkach, jednak mają o jeden mecz więcej niż „Koguty”. Podopieczni Harry’ego Redknappa również walczą o europejskie puchary.











