Na City of Manchester Stadium miał miejsce bardzo interesujący pojedynek. Gospodarze wygrali z Wolverhampton 4:3. Pod koniec meczu zrobiło się nerwowo, lecz wicelider zdobył komplet punktów.
W starciu na Molineux to podopieczni McCarthy’ego byli górą. W dodatku ostatnio pokonali oni Chelsea. Wielu więc się zastanawiało, jak poradzą oni sobie na Eastlands. Okazało się, że całkiem nieźle. W ekipie „The Citizens” zadebiutował sprowadzony z Wolfsburga Edin Dzeko, który bramki jednak nie zdobył. Poszczycić się nią już po 13 minutach mógł za to Milijas, na skutek słabej postawy defensywy City.

Gospodarze wynik meczu wyrównali dopiero w 41. minucie. Strzał Dzeko został zablokowany, w rezultacie czego podopieczni Manciniego wznowili grę z rzutu rożnego. Sytuację wykorzystał Kolo Toure, który z bliskiej odległości pokonał bramkarza rywala. Jego koledzy nie popisali się jednak świetnymi rozwiązaniami i do przerwy pachniało kolejną niespodzianką.
Drugą połowę otworzył popis kapitana City, Carlosa Teveza. Argentyńczyk zdołał zwieść dwóch rywali i pewnym uderzeniem pokonać bramkarza. Podopieczni Manciniego grali zdecydowanie lepiej niż w pierwszej odsłonie, co poskutkowało. Trzy minuty później prowadzenie podwyższył Yaya Toure. Jednym z kluczowych czynników dla powodzenia tej akcji był udział w niej Dzeko. Bośniak rozegrał świetne 45 minut.
Po tym jak sympatycy „The Citizens” zrobili na trybunie „Poznań” (na Eastlands przyjął się bowiem sposób dopingowania plecami do placu gry, znany z meczu w ramach Ligi Europejskiej), Tevez zdobył gola na 4:1. Zabaleta idealnie dośrodkował na głowę Argentyńczyka. Kto jednak myślał, że jest już po meczu, a City może być pewne zwycięstwa, po prostu się mylił. Dwie minuty później, po rzucie karnym, wiarę kibicom Wolverhampton przywrócił Doyle.
Końcówka zrobiła się zatem nerwowa, zwłaszcza że na cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu gry, bramkę, mimo interwencji Kolarova, zdobył Zubar. Tymczasem sędzia doliczył pięć minut – długich dla City, krótkich dla „Wolves”. Podopieczni Manciniego wytrzymali jednak do końca, choć łatwo im nie było. Mecz był jednak emocjonujący i na pewno spodobało się to kibicom na Eastlands.











