Borussia Dortmund w brzydkim stylu wygrała z Hannoverem 96 1:0. Strzelcem jedynego gola był Marco Reus. Kibiców zespołu z Signal Iduna Park martwić może postawa ich ulubieńców. Z taką grą ciężko będzie o zwycięstwo z Arsenalem.
Signal Iduna Park w Dortmundzie była areną jednego z pierwszych sobotnich spotkań 9. kolejki Bundesligi. Mecz Borussia Dortmund – Hannover 96 był nie lada gratką dla polskich kibiców, którzy mogli obejrzeć na boisku rywali – Sobiecha i Lewandowskiego – na co dzień grających w reprezentacji Polski. Spotkanie zdecydowanie rozpoczęli koledzy tego pierwszego, którzy już w 4. minucie otworzyli wynik meczu na 1:0. Błąd Sakaiego w polu karnym spowodował, że rozjemca meczu zmuszony był pokazać na wapno, a „jedenastkę” pewnie wykorzystał Marco Reus. Swoją obecność na boisku dość szybko zaznaczył jeden z dwóch Polaków, znajdujących się na boisku od pierwszej minuty, Artur Sobiech. Piłkarz Hannoveru 96 nie popisywał się swoimi umiejętnościami technicznymi, a agresywną grą, za którą już w 7. minucie otrzymał upomnienie w postaci żółtego kartonika.
Akcja toczyła się głównie pod bramką strzeżoną przez Zielera. Jednak w sytuacji, gdy futbolówka znajdowała się pod „szesnastką” Weidenfellera, piłkarze w bordowo-białych trykotach nie mieli zbyt wielu pomysłów i możliwości rozegrania jej, co kończyło się nie najlepszymi próbami strzałów. Żadna z nich nie stanowiła większego problemu dla, zbliżającego się do jubileuszowego, trzechsetnego meczu w barwach Borussii, golkipera.
Podopiecznym Mirko Slomki trzeba oddać, że nawet mimo nieudolnych ataków to jako jedni z nielicznych, byli w stanie tak skutecznie utrzymywać pressing na piłkarzach „Borussen”. Agresywna gra nie przynosiła jednak żadnych skutków. Jedną z lepszych okazji do otwarcia wyniku miał Prib, który popędził lewym skrzydłem, ale wgranie piłki po ziemi w pole karne nie znalazł swojego adresata, a do bezpańskiej futbolówki dopadł jeden z defensorów, grających w żółtych koszulkach. Wyjątkowo aktywni byli również obrońcy BVB. Zarówno Sokratis, jak i Durm, bardzo często podłączali się pod akcje ofensywne swojej drużyny lub przebywali na połowie przeciwników. Swoją obecność na boisku, tym razem wpisem na listę strzelców, próbował ponownie zaznaczyć Sobiech. Polak często zagrywał zbyt egoistycznie i sam chciał wykańczać sytuacje, w rezultacie czego wynik wciąż się nie zmieniał.
Na cztery minuty przed końcem pierwszej odsłony znakomicie chciał zrehabilitować się ten, który sprokurował rzut karny, a mianowicie – Sakai. Azjata wpadł w pole karne, ale w ostatniej chwili zatrzymał go Durm. W poczynania obu drużyn zaczęła się wkradać niedokładność, którą wykorzystać mógł ponownie Artur Sobiech. Polak w ostatniej fazie biegu wytracił impet i słabym uderzeniem próbował zaskoczyć bramkarza gospodarzy. Weidenfeller był jednak skoncentrowany na swojej roli, a niewykorzystana sytuacja mogła się bardzo szybko zemścić. Zieler fatalnie obronił strzał Sahina i wypluł futbolówkę przed siebie, a Robert Lewandowski nie zdołał wykorzystać błędu bramkarza, który w ostatniej chwili przycisnął piłkę mocno do piersi. Wtedy sędzia Gagelmann zakończył pierwszą odsłonę meczu.









