Po świetnym meczu Górnik Zabrze wygrał w wyjazdowym meczu z liderem Ekstraklasy, Wisłą Kraków. Pierwszą bramkę dla zabrzan zdobył Michal Gasparik, a wynik spotkania ustalił na dziewięć minut przed końcem Daniel Sikorski.
Mecz Wisły z Górnikiem zaskakiwał od pierwszej minuty. W pierwszym składzie po raz pierwszy od niepamiętnych czasów wybiegł Maciej Żurawski. Kolejną niespodzianką była nawałnica zabrzan na początku spotkania. Strzelał Sikorski, strzelał Jeż, a po składnej akcji Żurawskiego z Meliksonem, zakończonej minimalnie niecelnym strzałem tego ostatniego, dwukrotnie obrońców Wisły nastraszył Marcin Wodecki. W 15. minucie Górnik mógł mieć znakomitą sytuację, jednak podanie Dancha do Sikorskiego było minimalnie spóźnione i sędzia odgwizdał pozycję spaloną. Po pierwszym kwadransie można było zadawać sobie retoryczne pytania, kto tu gra o mistrzostwo Polski?

Później do głosu doszli wiślacy. Spore zamieszanie w szeregach zabrzańskiej defensywy robił Maor Melikson. Po jego podaniu szansę na strzelenie gola miał Małecki. Ofensywny pomocnik „Białej Gwiazdy” kilka minut później ograł jak dziecko doświadczonego Michaela Bembena i podał piłkę wzdłuż piątego metra do Andraza Kirma, ten jednak minął się z piłką i nie wykorzystał prezentu, jaki sprawili mu obrońcy Górnika. Kilka chwil później oglądaliśmy dosłownie kopię tej sytuacji i znów podania Małeckiego nie potrafił zamienić na bramkę żaden z napastników Wisły. Niewykorzystane sytuacje się mszczą. Kontra Górnika prawą stroną boiska skończyła się dośrodkowaniem Bembena. Wydawało się, że piłka padnie łupem obrońców gospodarzy, ale śliska murawa uniemożliwiła udaną interwencję Cikosowi i Gasparik w wyśmienitej sytuacji posłał piłkę do siatki obok bezradnego Parejki.
Pierwsza połowa stała na wysokim poziomie. Grę obu zawodnikom mocno utrudniał ulewny deszcz, lecz kibice rozgrzani ciekawym widowiskiem zupełnie się tym nie przejmowali. W końcowych minutach pierwszej części gry Wisła atakowała, lecz Górnik czyhał na okazję do kontry. Jednak to zabrzanie w sumie spędzali więcej czasu na połowie przeciwników i dłużej utrzymywali się przy piłce. Obrońcy gospodarzy najwięcej problemów mieli z Danielem Sikorskim, który często wygrywał pojedynki nawet z dwoma piłkarzami rywali, z kolei zabrzanom najbardziej we znaki dał się Małecki, który napsuł sporo krwi Michaelowi Bembenowi.













