Górnik Zabrze w ostatnim czasie znakomicie radzi sobie w rozgrywkach PKO Ekstraklasy, a także Fortuna Pucharu Polski. Jednak za przyzwoitymi wynikami sportowymi niestety kryje się również wewnętrzny, bardziej rozwinięty kryzys, niż się wydaje. Mowa o kadrze pierwszej drużyny, która nie jest odpowiednio zbalansowana.
W obliczu zimowych strat w osobach Jesusa Jimeneza, Vamary Sanogo, Filipa Bainovicia, trwającej kontuzji Alexa Sobczyka oraz potencjalnych odejściach Przemysława Wiśniewskiego, Adriana Gryszkiewicza czy Davida Toshevskiego w zespole „Trójkolorowych” zaczyna robić się niepokojąco wąsko. Górnicy tak naprawdę spokojni mogą być jedynie o obsadę bramki, w której rywalizuje trzech równych golkiperów. Sytuacja na wszystkich innych pozycjach wygląda źle lub nawet bardzo źle. Zabrzańskie realia bliżej przedstawia nam nasz redakcyjny kolega oraz dziennikarz portalu SportSlaski.pl Antoni Majewski:
– Stan kadry najlepiej ocenia trener Urban. Nieustannie bije on na alarm, mówi o potrzebnych uzupełnieniach kadry. W momencie, gdy klub zdecydował się zrezygnować z kilku graczy, a do tego Jimenez zmienił barwy, okazuje się, że w przypadku kontuzji czy zawieszenia w Górniku dosłownie nie ma piłkarzy do grania.
Górnik Zabrze i regres młodzieży
Można by się zastanawiać, czy najprostszym środkiem na załatanie powiększających się dziur nie będzie młodzież. W końcu za czasów trenera Marcina Brosza uważano Górnik Zabrze za najprężniej wprowadzający do składu utalentowanych młodych piłkarzy klub w ekstraklasie. Za kolejny argument może posłużyć fakt, że spadek podopiecznym Jana Urbana raczej w tym sezonie nie grozi. Jednakże aktualnie, chociaż gracze do 21 lat nie są raczej zbytnią bolączką słynnych „Żaboli”, to trzeba przyznać, że już nie stanowią tak wyraźnego trzonu jak wcześniej. Część nie prezentuje choćby nawet wystarczającej jakości, aby pozostawać w szerokim składzie jako uzupełnienie – sporo bywa odsyłanych na wypożyczenia.
– Gdyby młodzi piłkarze prezentowali odpowiedni poziom, wówczas graliby regularnie. A do tej pory większą liczbę minut zebrali tylko Stalmach i Szymański. Poza tym nie można uzupełniać kadry tylko młodzieżą, na ławce potrzeba doświadczenia, a na treningach rywalizacji, żeby zespół mógł poprawnie funkcjonować – uważa ekspert, prywatnie kibic Górnika.
Kadra jest zbyt wąska. Większość młodych chłopaków pojechała na obóz po to, żeby było nas więcej. Igramy z ogniem, ja mam trudności ze skompletowaniem osiemnastki na mecz. Obawiam się o nasz stan personalny. Jan Urban na konferencji prasowej przed rundą wiosenną.
Szczęście w nieszczęściu
Urazy, sprawy chorobowe, pauzy za kartki – to wszystko sprawia, że drużyna, jak ujął to 59-letni szkoleniowiec, musi „chodzić na palcach” w strachu przed ewentualnymi następnymi osłabieniami. Co widzimy po rezultatach, przechodzą po tym jak na razie suchą stopą. Oglądając poczynania Górnika Zabrze, czasem nie sposób nie odnieść wrażenia, że paradoksalnie im trudniejsze okoliczności niektórych starć, tym lepsze efekty. Wystarczy spojrzeć na ostatnie mecze rundy jesiennej i pierwsze bieżącego roku. Sprawdza się teza, iż przy gorszych warunkach idzie lepiej, ponieważ nie da się zbytnio przekombinować? Być może. Główne roszady, które są przeprowadzane to przekwalifikowania niektórych zawodników z konieczności, przy niedyspozycjach innych.











