Chwilę przed końcem meczu Śląsk prowadził 2:1 z Górnikiem Zabrze. Później jednak gospodarze wzięli sprawy w swoje ręce i w ostatnich fragmentach spotkania zdobyli dwa gole, ustalając wynik na 3:2.
Spotkanie pomiędzy Górnikiem Zabrze a Śląskiem Wrocław zapowiadało się bardzo ciekawie. Drużyna dowodzona przez Adama Nawałkę deptała po piętach liderującej Legii Warszawa i chciała zwycięstwem poważnie jej zagrozić. Natomiast ekipa Śląska Wrocław nie wygrała żadnego meczu na wyjeździ i w Zabrzu zamierzała się przełamać.

W pierwszych fragmentach spotkania żadna ze stron nie stworzyła sobie klarownej sytuacji. Pierwszą okazję miał Sebastian Mila, który uderzył głową, ale bramkarz gospodarzy popisał się skuteczną interwencją i uratował swój zespół przed niebezpieczeństwem. W 21. minucie Sebastian Mila kapitalnie wrzucił futbolówkę w „szesnastkę”, do Sochy, który głową podał Marco Paixao, a ten z kilku metrów dopełnił formalności, pakując piłkę do siatki.
Piłkarze Górnika Zabrze starali się jak najszybciej doprowadzić do wyrównania, a w odwecie stracili drugiego gola. W 36. minucie Marco Paixao dał kolejny raz o sobie znać. Portugalczyk przelobował golkipera zabrzan i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Przed zmianą stron gospodarze nie zaskoczyli wrocławian skuteczną akcją i schodzili ze spuszczonymi głowami do szatni. Mieli oni jednak nadzieje, że wszystko zmieni się po zmianie stron.
Szybko po przerwie kontaktowego gola zdobyli podopieczni Adama Nawałki. W 50. minucie Seweryn Gancarczyk zagrał piłkę w pole karne do Rafała Kosznika, który odegrał ją do Radosława Sobolewskiego, a ten z półobrotu pokonał Gikiewicza. Kilka minut później Tomasz Hołota znalazł się w sytuacji sam na sam z golkiperem zabrzan, jednak trafił prosto w niego i nie wpakował piłki do siatki.
Kluczowe znaczenie miała końcówka. Najpierw Paixao zmarnował dwie dogodne sytuacje. Później sprawdziło się powiedzenie, że niewykorzystane okazje lubią się mścić. W 90. minucie po podaniu Sobolewskiego pewnie piłkę do siatki wpakował Bartosz Iwan. Minutę później sprawy w swoje ręce wziął Prejuce Nakoulma, który strzałem po ziemi pokonał Gikiewicza.Górnik wygrał zasłużenie i po raz kolejny zaprezentował wysoki poziom.











