Górnik Zabrze pokonał przed własną publicznością Lechię Gdańsk 2:0. Bramki strzelała młodzież, Mateusz Zachara i Wojciech Łuczak. Nie można pominąć faktu, że przy obu golach asystował Mariusz Magiera.
Górnik Zabrze bez Arkadiusza Milika i Aleksandra Kwieka miał mieć duże problemy w starciu z Lechią Gdańsk. Tak przynajmniej przewidywali eksperci. Młodzi piłkarze jak Wojciech Łuczak czy Mateusz Zachara mieli stanąć naprzeciwko głodnego bramek Abdou Razacka Traore i kolegów. Stawką było drugie miejsce w tabeli po rundzie jesiennej.

Tuż po pierwszym gwizdku Pawła Pskita do ataku ruszyli gdańszczanie. Zapału starczyło jednak zaledwie na pięć minut, a może to piłkarze Górnika po tym czasie zaczęli łapać właściwy rytm. Wystarczyło kilka chwil i podopieczni Adama Nawałki zaczęli stwarzać sobie sytuacje podbramkowe. Pierwszy niebezpieczny strzał na siatkę Buchalika oddał Krzysztof Mączyński, jednak młody golkiper pokazał, że dysponuje dobrym refleksem. Jednak choćby Buchalik miał koci spryt, to i tak nie uratowałby swojego zespołu przed utratą gola pięć minut później. Z rzutu rożnego dośrodkowywał Magiera, Zachara ubiegł Deleu w pojedynku główkowym i z najbliższej odległości wpakował futbolówkę do siatki.
Lechia starała się jakoś zareagować na tę bramkę, ale wydawało się, że w piłkę grają jedynie Traore i Ricardinho, a pozostali tylko grać usiłują. Traore miał nawet doskonałą sytuację do wyrównania w 32. minucie, lecz zamiast trafić do siatki, spudłował z kilku metrów. Pewnie jak wyjedzie za granicę, to ta sytuacja będzie mu się śniła po nocach. W 45. minucie spotkania obrońcy Lechii znów usiłowali się bronić przy kolejnym ataku Górnika. Magiera wyłożył piłkę jak na tacy Wojciechowi Łuczakowi, a ten bez problemu znalazł drogę do siatki. Zabrzańska młodzież z pomocą Magiery zapewniła Górnikowi prowadzenie 2:0 po pierwszej połowie.
Lechia nie miała nic do stracenia i musiała zaatakować w drugiej połowie, lecz Górnik nie bardzo miał ochotę na to pozwolić. W 58. minucie zabrzanie mogli nawet podwyższyć na 3:0, jednak w sytuacji trzech na dwóch Zachara nie zrozumiał się z Nakoulmą. W odpowiedzi atakował nie kto inny jak Abdou Razack Traore i Skorupski musiał ratować się piąstkowaniem. Piłkarz z Wybrzeża Kości Słoniowej ostrzeliwał jeszcze bramkę Górnika w 71. minucie, lecz jego wolej znów nie przyniósł spodziewanego efektu.
W końcowych minutach zawodnicy obu drużyn musieli bronić się nie tylko przed atakami rywala, ale też przed gradem śnieżek, który spadał na nich z trybun. Taki obstrzał nie przeszkadzał jednak lechitom, którzy w ostatnim kwadransie prezentowali się nieco lepiej. Na dziewięć minut przed końcem Wiśniewski popisał się ładnym strzałem w róg bramki „Skorupa”, ale ten zademonstrował wyśmienitą interwencję. Szansę na zdobycie gola miał też Nakoulma i znów w roli głównej wystąpił bramkarz, tym razem był to stojący po drugiej stronie boiska Michał Buchalik. Mimo odważnej gry obu drużyn w końcowych sekundach wynik meczu nie uległ zmianie.











