Nie do końca udany był debiut duetu Warzycha – Dankowski na ławce trenerskiej zespołu Górnika Zabrze. Po wyrównanym, bardzo nierównym spotkaniu padł remis 1:1. Z wyniku nie może być zadowolona żadna ze stron, bowiem oba zespoły miały swoje szanse na przechylenie szali zwycięstwa na swoją stronę.

Początek spotkania najłatwiej opisać jako niemrawy. Na boisku nie działo się nic godnego uwagi. Pierwszy groźny strzał oddał Dominik Kun w 12. minucie, jednak uderzył tuż nad bramką Górnika. Pogoń sprawiała lepsze wrażenie w ofensywie, na tle słabo grających gospodarzy próbując kombinacyjnej gry, chociaż bez szczególnych efektów. Piłkarze z Zabrza obudzili się po 26. minutach. Swoją szansę miał Prejuce Nakoulma, który minimalnie przestrzelił, strzelając z ostrego kąta w stronę dłuższego słupka. Dosłownie chwilę potem sam na sam z bramkarzem Pogoni znalazł się Oziębała. Z pojedynku tego górą wyszedł golkiper gości. Tuż po pierwszej połowie godziny gry mieliśmy kontrowersję, bowiem na linii pola karnego faulowany był Nakoulma. Tomasz Musiał nie zdecydował się odgwizdać faulu, co paradoksalnie opłaciło się gospodarzom. Po rzucie rożnym piłka spadła bowiem pod nogi Rafała Kosznika, który zdobył swojego trzeciego gola w sezonie. Do trzech razy sztuka!

Bramka zupełnie skołowała gości, którzy jeszcze kilka minut temu mieli na boisku optyczną przewagę. Piłkarze Józefa Dankowskiego (Roberta Warzychy) od momentu zdobycia grali bardzo spokojnie i konsekwentnie, a dodatkowo starali się atakować. W 39. minucie z dystansu próbował „Prezes”, jednak strzał reprezentanta Burkina Faso przeszedł tuż obok słupka bramki gości. Po trzech kwadransach prowadził Górnik, i w sumie można powiedzieć, że było to prowadzenie zasłużone, bowiem po słabszym początku to zabrzanie dyktowali warunki gry.













