Górnik Zabrze miał okazję, by wskoczyć na ligowe podium, lecz zamiast zwyciężyć w meczu z niżej notowaną Pogonią Szczecin, zaledwie zremisował bezbramkowo. Zabrzanie mogą się cieszyć, że zdobyli chociaż jeden punkt, bo w ostatnich minutach grali w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Arkadiusza Kwieka.
Po wpadce Polonii Warszawa Górnik Zabrze miał szansę ponownie wspiąć się na ligowe podium. Jedyne, co musiał zrobić, to wygrać na własnym boisku z Pogonią Szczecin. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać, zwłaszcza że forma najlepszych strzelców, Arkadiusza Milika i Prejuce’a Nakoulmy nie jest już taka jak kilka tygodni temu. „Prezes” zaczął to spotkanie na ławce rezerwowych, a w jego miejsce do składu wskoczył Konrad Nowak. Młodzian starał się, jak mógł, ale jego próby nie przyniosły większej korzyści. Pogoń też nie imponowała wysoką dyspozycją. W pierwszej połowie dobre wrażenie pozostawili po sobie Edi i Akahoshi. Sytuacji bramkowych jednak nie było poza jednym drobnym wyjątkiem. Na osiem minut przed końcem pierwszej odsłony spotkania Akahoshi popisał się sprytnym strzałem po ziemi, jednak Łukasz Skorupski udowodnił, że w pełni zasługuje na pochwały, jakimi został obdarzony w ostatnich tygodniach. Warto też odnotować, że Górnik miał szansę na bramkę po rzucie wolnym wykonywanym z 18 metrów. Do piłki podszedł Milik, huknął jak z armaty, ale rozrzut miał fatalny.

Od początku drugiej połowy tempo gry było nieco szybsze. Starał się, jak mógł Arkadiusz Kwiek, ale jego partnerzy wydawali się nie nadążać za swoim motorem napędowym. Kilka bardziej dynamicznych zrywów piłkarzy obu drużyn kończyło się jak zawsze, niecelnym podaniem albo strzałem, który miał na celu podwyższenie statystyk. Taki stan rzeczy trwał aż do 66. minuty. Wówczas piłka po dośrodkowaniu w pole karne trafiła do Kolendowicza, ten strzelił na bramkę, ale futbolówkę odbił Skorupski. Ta wpadła wprost pod nogi Nolla, który z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki, tyle że był na pozycji spalonej i sędzia nie miał prawa uznać tej bramki.
Później zabrzanie mieli swoje pięć minut. W krótkim czasie groźnie na bramkę „Portowców” strzelali Kwiek i Nakoulma, ale pierwsze uderzenie padło łupem bramkarza gości, a drugie było niecelne.
W 77. minucie Górnik doznał poważnego osłabienia. Najlepszy z zabrzan, Alekander Kwiek, zaatakował wślizgiem Hrickę. Zamiast w piłkę Kwiek trafił zawodnika Pogoni w nogi, za co sędzia pokazał mu czerwoną kartkę. Zabrzanie ostatni kwadrans musieli rozegrać w dziesiątkę.











