Maleją szanse na przedłużenie kontraktu z Grzegorzem Boninem. W czerwcu 2011 r. wygasa jego umowa z Górnikiem Zabrze i na jej prolongatę nie wyraził zgody sam zawodnik i jego menedżer.
Całą sprawę ze smutkiem przyjął prezes Łukasz Mazur, który był bardzo zdeterminowany, by zatrzymać skrzydłowego Górnika na Roosevelta.
– Nie mam dobrych wiadomości, jeśli chodzi o Grześka Bonina. W poniedziałek rozmawialiśmy z jego menedżerem i nie przyjął on proponowanych przez nas warunków – informował dziennikarzy o szczegółach negocjacji w trakcie „drugiego śniadania” sternik zabrzańskiego klubu.

Wcześniej sytuacja wyglądała nieco inaczej i prezes Mazur miał prawo sądzić, że dojdzie do zbliżenia stanowisk. – Nie tak dawno byłem optymistą, Grzegorz wyrażał ochotę, by przedłużyć z nami umowę. Ale po ostatniej rozmowie z menedżerem zawodnika wygląda na to, że Grzegorz odejdzie jednak z Górnika. Są pewne zasady i musimy ich przestrzegać. Nie spotkaliśmy się co do naszych oczekiwań, a naprawdę było blisko. Gdzieś się w tych warunkach rozminęliśmy. Co do ewentualnej kwoty odstępnego to mniej więcej znana jest ona drugiej stronie. Ale jeśli Grzesiek zostanie u nas na rundę wiosenną, nie odejdzie wcześniej do innego klubu, to nie będziemy mu robić krzywdy. Na pewno nie wyślemy go do Młodej Ekstraklasy. Robienie komuś na złość nie wchodzi w grę – uczciwie stawia sprawę prezes Mazur.
Odejście Bonina jest wielce prawdopodobne, ale nie przesądzone do końca. – Sprawa nie jest ostatecznie rozstrzygnięta, ale dzisiaj wygląda na to, że piłkarz nie przedłuży umowy z Górnikiem. Musimy się więc zabezpieczyć na wypadek jego wcześniejszego odejścia – uważa Andrzej Orzeszek, dyrektor sportowy klubu.











