Pierwszy mecz rundy rewanżowej nie okazał się przełomowym dla Górnika Zabrze, który poległ w Bełchatowie 0:1. Natomiast w Gdańsku Lechia nie dała się łatwo Legii Warszawa, przegrywając 2:3
Janas lepszy od Kasperczaka
Przed kilkoma tygodniami obie ekipy spotkały się ze sobą przy Roosevelta. Górnicy prowadzili 2:1, a na dodatek grali w przewadze, choć to bełchatowianie wracali do domu w glorii zwycięstwa (3:2).
Dzisiejszemu spotkaniu aż takie emocje nie towarzyszyły – brakowało zwrotów akcji, padła tylko jedna bramka. W 63. minucie Dawid Nowak zagrał na lewą stronę do Łukasza Garguły, który dograł do Piotra Kuklisa, a ten skutecznie zamknął całą akcje bełchatowian.
Gracze Pawła Janasa mogli wyjść na prowadzenie dużo wcześniej, w pierwszej połowie, w 32. minucie, kiedy to Janusz Gol z około 30 metrów trafił w spojenie słupka z poprzeczką. Kilka chwil później przed próbą stanął Dawid Nowak. Mając na plecach obrońcę gości, wykonał tzw. półobrót, ale uderzenie okazało się minimalnie niecelne. Następnie (39. minuta) Przemysław Pitry zagrał prostopadle do Jerzego Brzeczka, ten zdecydował się na strzał, który bez problemu wybronił Krzysztof Kozik. Najładniejsze trafienie całej kolejki mógł zaliczyć Mariusz Ujek, który tuż zza pola karnego wykonał tzw. nożyce, futbolówka leciała nawet w światło bramki, ale jej lot zatrzymał jeden z obrońców Górnika.
W pojedynku jednych z najlepszych polskich szkoleniowców – Pawła Janasa z Henrykiem Kasperczykiem – lepszy okazał się ten pierwszy, który być może w Bełchatowie powalczy nawet o europejskie puchary. Przegranemu nie pozostaje nic innego, jak walka o pozostanie wśród elity polskiego futbolu.
Rzuty rożne dają aż trzy gole
Do tej pory beniaminek z Gdańska w bataliach z wielką trójcą naszej ligi – Wisłą, Lechem oraz Legią nie strzelił nawet bramki (stracił aż dziewięć). Jednak ten, kto się spodziewał, iż dzisiejszy mecz Lechii z Legią będzie miał podobny scenariusz do meczu przy Łazienkowskiej, był w dużym błędzie. Co prawda warszawianie byli lepsi, ale w Trójmieście o trzy punkty wcale łatwo nie było.
Pamiętacie, kiedy reprezentacja Polski zdobyła gola z rzutu rożnego? W marcu 2007, przeciwko Azerbejdżanowi. Szmat czasu, lecz jeśli w tej profesji nie jesteśmy dobrzy, to warto zauważyć, że w opisywanym spotkaniu w ten sposób padły aż trzy bramki.
12. minuta – do rzutu rożnego podchodzi Maciej Iwański, a piłkę do własnej bramki wpakowuje Rafał Kosznik
21. minuta – akcja prawą stroną boiska, Ben Starosta dośrodkowuje do Pawła Buzały, który uderzył na tyle silnie – piłka przy nodze mu jeszcze podskoczyła – że Jan Mucha popełnił błąd, musiał skapitulować. 23-letni Buzała nie był pilnowany przez żadnego obrońcę stołecznych.
28. minuta. – tym razem do rzutu rożnego podchodzi Roger, a Takesure Chinyama uprzedza Mateusza Bąka, trafiając do siatki głową.
57. minuta – ładna, składna akcja legionistów, której na pewno poświęcają wiele czasu na treningach. Vuković podaje do Radovicia, który próbuje splątać nogi obrońców gospodarzy,ale ci się nie dają, więc wycofuje do Rzeźniczka, który – bez przyjęcia – dośrodkowuje do Chinyamy, który drugi raz strzela bramkę głową.










