Pierwszy sobotni mecz 17. kolejki Ekstraklasy przyniósł nie lada niespodziankę. Górnik Zabrze pokonał na własnym obiekcie Zagłębie Lubin aż 5:1.

Pierwszą akcję zainicjowali gospodarze, tuż po rozpoczęciu spotkania. Już w 4. minucie znakomitym dośrodkowaniem popisał się Kwiek, jednak zamykający akcję Banaś strzelił obok słupka, a wynik się nie zmienił. Po pół godzinie gry zagotowało się pod bramką Isailovicia, kiedy po błędzie Horvatha piłkę przejął Zahorski. Napastnik zabrzan zdecydował się na rajd zakończony strzałem, ale futbolówka minęła słupek bramki gości.
Co nie udało się Zahorskiemu, udało się Kwiekowi w 36. minucie. Pomocnik gospodarzy przymierzył z 18 metrów, pięknym strzałem pokonując bezradnego Isailovicia. Urody bramce dodał fakt, że piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki. Kolejny strzał z dystansu należał do Sikorskiego, który, zachęcony golem Kwieka, postanowił zaskoczyć golkipera gości. Serb z problemami, ale wyszedł z tej sytuacji zwycięsko.

Jeszcze przed przerwą Górnik zdołał podwyższyć prowadzenie, kiedy swoje pierwsze trafienie w tym meczu zaliczył Gasparik. Zawodnik gospodarzy wyskoczył do dośrodkowania Kwieka z rzutu rożnego i po interwencji Isailovicia ustalił wynik pierwszej połowy rywalizacji.
Po zmianie stron do ataku ruszyli „Miedziowi”, gdy ładną akcję Zagłębia zakończył Pawłowski. Gracz gości oddał groźny strzał, jednak Stachowiak zdołał sparować piłkę na rzut rożny. Mimo zapędów ofensywnych podopiecznych Marka Bajora, to nadal Górnik zdobywał bramki. Pierwszą w tym meczu na swoim koncie zapisał tym razem Sikorski, który z pierwszej piłki oddał strzał zza pola karnego, a Isailović po raz trzeci wyciągał futbolówkę z siatki.

Wreszcie piłkarze Zagłębia odpowiedzieli na koncert strzelecki, jaki zorganizowali sobie rywale. Piłkę z rzutu rożnego dośrodkował Plizga, a Stachowiak wypiąstkował ją na tyle nieudolnie, że Pawłowski z 14. metra oddał strzał pod poprzeczkę i mieliśmy stan 3:1 dla gospodarzy. O tym, że zabrzanie byli strzelecko bardzo dobrze dysponowani świadczy 4. bramka zdobyta przez Gasparika. Słowak z najbliższej odległości pogrążył Isailovicia.











