Górnik Zabrze po bardzo dobrym meczu pokonał Koronę Kielce 2:1 i wzbogacił się o kolejne trzy punkty. Podopieczni Adama Nawałki dominowali na boisku i swoją przewagę zdołali udokumentować trafieniami Zahorskiego oraz Sikorskiego, jedyną bramkę dla gości zdobył Pavel Stano. Tym razem bezradny był nawet najlepszy strzelec Ekstraklasy, występujący niegdyś w Górniku Andrzej Niedzielan.
Już od początku spotkania wyraźnie można było widać różnicę w grze Górnika. Zabrzanie znacznie lepiej spisywali się w ofensywie, gdyż do składu powrócił Grzegorz Bonin. Co ciekawe, reprezentant Polski debiutował w lidze w barwach Korony Kielce, a dziś nękał swoją byłą drużynę groźnymi szarżami. Szansę na strzelenie bramki miał już w 1. minucie. Po błędzie Hernaniego Bonin mógł wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, lecz z udaną interwencją zdążył Pavel Stano.

Mimo że Korona częściej była przy piłce, to jednak zabrzanie stwarzali sobie kolejne okazje. Sytuacje strzeleckie mieli Danch i Wodecki, ale w pierwszym przypadku na posterunku był Cierzniak, a w drugim zabrakło precyzji. W końcu odpowiedziała Korona. Z rzutu wolnego dośrodkował Edi, piłkę sięgnął Hernani i tylko sobie znanym sposobem Adam Stachowiak wybił piłkę na rzut rożnym. Po centrze z kornera znów było groźnie. Tym razem główkował Kuzera, ale na szczęście dla gospodarzy, niecelnie.
W 26. minucie zabrzanie pokazali, że są skuteczniejsi przy stałych fragmentach gry. Rzut rożny wykonywał Magiera, a na bramkę uderzał Danch, piłkę zdołał jeszcze wybić Cierzniak, ale wobec dobitki Zahorskiego golkiper Korony był już bezradny i na trybunach stadionu przy ulicy Roosevelta zapanowała euforia.

Ten gol spowodował, że z każdą minutą było coraz ciekawiej. Najpierw ruszyła Korona, lecz Korzym posłał piłkę nad poprzeczką, później Zahorskiemu zabrakło jedynie centymetrów, by umieścić piłkę w siatce, następnie Edi próbował zaskoczyć Stachowiaka z rzutu wolnego, a potem Wodecki zmarnował sytuację jeden na jednego z bramkarzem „Scyzoryków”. Tuż przed końcem pierwszej połowy wynik na 2:0 mógł podwyższyć Zahorski, lecz jego strzał z najwyższym trudem zdołał obronić Cierzniak i ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się skromnym, ale zasłużonym prowadzeniem Górnika.












