Druga siła II ligi przeciwko trzeciej sile PKO BP Ekstraklasy. Nie mogło być inaczej – Legia Warszawa pokonała Górnika Łęczna i zameldowała się w ćwierćfinale Pucharu Polski, a bardzo dobry mecz zagrali m.in. Gwilia oraz Luquinhas. Wcześniej trzecioligowe rezerwy stawiły czoła mistrzom Polski, lecz tylko jedna ekipa Legii awansowała do ćwierćfinału.
Dla drużyny z Warszawy był to drugi mecz tego dnia – drugi w Pucharze Polski. Najpierw trzecioligowe rezerwy przegrały 0:2 z Piastem Gliwice, a kilka godzin później pierwsza drużyna sprawiła swoim kibicom radość, wygrywając z Górnikiem 2:0. Zawodnicy z Łęcznej nie chcieli jednak dać za wygraną, wcale nie przestraszyli się większego rywala i podjęli równą walkę. Nie wystarczyło to jednak, aby uniknąć nieuniknionego – zwyciężył faworyt.
Gwilia walczy o pierwszy skład
Na boisko w Łęcznej Legia wyszła nieco rezerwowym składem, choć wciąż niezwykle mocnym. Na murawie pojawił się m.in. Walerian Gwilia, który ostatnio stracił pozycję w pierwszym składzie. W meczu z nieco słabszym rywalem miał szansę pokazać swoje umiejętności oraz taktyczny dryg. Gruzin na początku poczuł się chyba zbyt pewnie, zdecydowanie zbyt często tracąc piłkę i stwarzając rywalom sytuacje do skontrowania. W końcu strzelił bramkę w pierwszej połowie i był najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem na boisku.
Wśród warszawiaków dobrze prezentował się także Luquinhas, który potrafił dobrze obrócić się, zagrać dokładną piłkę pod presją. Nie najgorzej poszło w pierwszej połowie Wszołkowi, który starał się szybko odzyskiwać straconą piłkę, wchodził w pojedynki jeden na jeden. Niestety zbyt często szukał lewej nogi, co mocno go ograniczało. Pierwszej części spotkania do najlepszych nie zaliczy Jose Kante – czasem pokazywał się do rozegrania piłki, ale ogólnie rzecz biorąc, przez większą część pierwszej połowy mocno zmarzł.
Gra w pierwszej części spotkania toczyła się przede wszystkim w środku pola. Dopiero w ostatnim kwadransie legioniści bardzo mocno zaatakowali bramkę Górnika. W zaledwie kilka minut stworzyli sobie trzy bardzo dobre sytuacje, przy których zabrakło a to trochę precyzji, a to szczęścia. Wreszcie los uśmiechnął się do Legii, a Gwilia (nieco szczęśliwie) wpakował piłkę do siatki.
Szansa dla młodych
W drużynie z Warszawy swoją szansę otrzymali także młodzi zawodnicy. Bardzo aktywny starał się być Michał Karbownik, któremu jednak jeszcze trochę brakuje do innych kolegów z zespołu. Przy jego nazwisku trzeba jednak postawić plusik za chęć do pokazania się, ambicje, aktywny udział w grze Legii. Również z dobrej strony zaprezentował się wciąż przecież młody, bo 22-letni Wieteska. Obrońca Legii skutecznie bronił dostępu do własnej bramki, przy stałych fragmentach pokazywał się w polu karnym, co jednak zbyt wiele nie przyniosło.










