Tak się jakoś złożyło, że wiosną w temacie walki o utrzymanie w ekstraklasie najczęściej wymieniano takie firmy jak Wisłę Kraków, Górnik Zabrze czy Śląsk Wrocław. Mało kto zwracał większą uwagę na drużynę, która konsekwentnie, krok po kroku zmierzała w kierunku strefy spadkowej. Efekt? Za tydzień kończy się runda zasadnicza i wygląda na to, że największym przegranym tego roku może okazać się właśnie Górnik Łęczna.
Czy na Lubelszczyźnie powinni bić na alarm? Prawdopodobnie tak. Ale czy sytuacja jest bardzo tragiczna? Jeszcze nie. Faktem jest, że Górnik od pewnego czasu zaczął prezentować się dużo gorzej. Niemniej jest to drużyna, która w dalszym ciągu ma kilka argumentów, które mogą jej pomóc w walce o utrzymanie.
Trudno jednoznacznie ocenić szanse zespołu z Łęcznej. W zamian za to warto zaproponować pewną symulację debaty. Po jednej stronie stanie optymista, a po drugiej pesymista. Wynik i ocenę debaty pozostawiamy Państwu.
Zaskoczenie. Czy słuszne?
Optymista: Co jak co, ale ekstraklasa potrafi zaskakiwać. Cofnijmy się w czasie o kilka tygodni. Wówczas raczej nikt nie wymieniał Górnika Łęczna w roli poważnego kandydata do spadku z I poziomu ligowego. Przede wszystkim w takim kontekście mówiło się o Wiśle, Śląsku czy Górniku Zabrze. Tymczasem minęło parę kolejek ligowych i nagle okazuje się, że łęcznianie są poważnie zagrożeni degradacją. Zaskoczenie?
Pesymista: W żadnym wypadku. Każdy człowiek o zdrowych zmysłach już dawno powinien wskazać na nich, jako potencjalnych spadkowiczów. Obecna pozycja w tabeli po prostu odzwierciedla złą dyspozycję drużyny. Ten kryzys to żadna nowość, na boisku taki stan rzeczy możemy obserwować nie od dziś!
Nie zgodzę się. Dla mnie Górnik Łęczna to akurat przykład typowego ligowego średniaka, który konsekwentnie przez cały sezon zbierał punkty. Dopiero teraz dopadł ich poważniejszy kryzys, przez który cały sezon może okazać się stracony.
Każdy doskonale wie, że przy obecnym systemie to właśnie runda wiosenna jest tą kluczową, w której trzeba zbierać punkty, a takie miesiące jak marzec, kwiecień czy maj często okazują się decydującymi. I właśnie dlatego obecna dyspozycja drużyny z Lubelszczyzny może ostatecznie przypieczętować degradację.
Ale przecież wcale ta gra łęcznian nie wyglądała od początku rundy rewanżowej tak źle. Górnik potrafił zdobyć punkty z Piastem czy Wisłą i wygrać z Koroną. Dopiero potem zaczął przegrywać. Zresztą, gdyby nie różne czynniki, to prawdopodobnie zdołałby ugrać jeszcze kilka punktów. Dla przykładu w Białymstoku bronił się dzielnie, dopóki pięknego gola nie strzelił Vassiljev.
Mimo takich wyników trudno mi oceniać ich grę jakoś bardzo pozytywnie. Prawda jest taka, że Piast od początku rundy gra miernie, Wisła Pawłowskiego wyglądała tragicznie, a Korona w tamtym meczu aż sama prosiła się o bramki. Co do spotkania z Jagiellonią, sam trener Szatałow przyznał, że jego drużyna zaprezentowała się na boisku katastrofalnie, więc wynik 0:1 tylko zamazuje obraz. Górnik Łęczna od dawna prezentuje się przeciętnie, tylko dotychczas nikt na to nie zwrócił uwagi. Wszyscy emocjonowali się sytuacjami we Wrocławiu, Krakowie czy Zabrzu, gdzie kluby, powiedzmy sobie szczerze, są po prostu bardziej medialne.












