Już jutro czeka nas oficjalny debiut Adama Nawałki w roli selekcjonera reprezentacji Polski. Nowa miotła to zazwyczaj nowy porządek, jednak czy naszą kadrę czeka rewolucja, czy raczej ewolucja? Okazję do odpowiedzi na to pytanie dać nam może starcie ze Słowacją.

Historia potyczek polsko – słowackich nie jest zbyt długa. Wszystko dlatego, że bilans spotkań z Czechosłowacją naliczany jest na konto reprezentacji Czech. W efekcie tego datą pierwszego, historycznego starcia „Biało-czerwonych” z kadrą naszych południowych sąsiadów był 7 czerwca 1995 roku. Rozgrywany w Zabrzu w ramach eliminacji Euro 1996 mecz zakończył się pewnym zwycięstwem podopiecznych Henryka Apostela 5:0. Było to jedyne tak okazałe zwycięstwo Polaków nad Słowakami. Już w następnym spotkaniu, rozgrywanym cztery miesiące później piłkarze znad Wisły schodzili z boiska pokonani i to w stosunku 4:1. Ogółem nasze kadry mierzyły się siedmiokrotnie. Bilans tych potyczek to trzy zwycięstwa naszych reprezentantów, jeden remis oraz trzy wygrane „Narodnygo Timu”. Bilans bramkowy to 13:10 dla Polaków.

Z meczami Polska – Słowacja wiąże się jedna ciekawa prawidłowość. Po dwóch spotkaniach eliminacji europejskiego czempionatu przyszła pora na dwa mecze towarzyskie (oddzielone od siebie w czasie o dziewięć lat). Następnie dwukrotnie nasze kadry mierzyły się w ramach eliminacji mistrzostw świata w RPA (oba spotkania nasi piłkarze niestety przegrali), a jutrzejsze starcie będzie drugim z rzędu meczem towarzyskim. Poprzedni, rozegrany 26 maja 2012 roku w Klagenfurcie, kadra Franciszka Smudy wygrała 1:0 po trafieniu Damiena Perquisa. Jeśli futbolowa historia lubi zataczać koło, nie zdziwię się, jeśli 23 lutego przyszłego roku w Nicei trafimy na siebie w ramach eliminacji Euro. Oby z lepszym skutkiem niż ostatnio!













