Podbeskidzie Bielsko-Biała powoli dopasowuje się do ligowej rzeczywistości. Wiosną być może się okaże, czy zespół Roberta Kasperczyka będzie tylko tłem, czy widocznym elementem w ligowej rzeczywistości. Szkoleniowiec bielszczan robi wszystko, by jego zespół nie utonął w morzu przeciętności. I trzeba przyznać, że jak do tej pory mu się to udaje.
Kiedy Podbeskidzie wchodziło do ekstraklasy, byli tacy, co już zaczynali machać „Góralom” na pożegnanie. Zespół bez głośnych nazwisk, bez trenera z doświadczeniem na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, z łatką solidnego w ekstraklasowym przedsionku, ale zbyt słabego jak na wymogi najlepszych polskich drużyn. Rzeczywiście, patrząc na kadrę, trudno się z tym nie zgodzić. Nie można jednak zapominać o zaangażowaniu, dzięki któremu można nadrobić braki techniczne, o głodzie sukcesu, który zmienia ligowego wyrobnika w boiskową piranię, i o konsekwencji, która w końcu staranuje większość przeszkód. Właśnie taką drużynę zbudował główny architekt sukcesu Podbeskidzia, Robert Kasperczyk.

Jesienią podstawą siły bielszczan byli piłkarze, którzy rok wcześniej wywalczyli awans do ekstraklasy. Pierwsze skrzypce grali Robert Demjan, Sylwester Patejuk czy Bartłomiej Konieczny. Kto o nich wcześniej słyszał? Bardziej znany był Dariusz Łatka, który swojego czasu błyszczał w Jagiellonii Białystok, ale to również działo się na zapleczu ekstraklasy. Trener Kasperczyk zdołał tak poukładać sobie te pierwszoligowe klocki, uzupełniając swoją konstrukcję kilkoma nowymi, że obecnie powstał twór na silnych nogach, którego trudno będzie zburzyć. Były piłkarz Hutnika Kraków nie przestaje w poszukiwaniu kolejnych klocków. I tak „Góralami” zostali Ivan Curić, Liad Elmalich i Wojciech Reiman. Największym wzmocnieniem ma być jednak Łukasz Mierzejewski, były reprezentant Polski, który powrócił właśnie z greckiej Kavali. − To zawodnik o wielkich piłkarskich umiejętnościach i potężnym potencjale. Ponadto ma coś do udowodnienia i wiele atutów, jak na przykład dobre dośrodkowanie w pełnym biegu. Oczywiście brakuje mu grania, ale kiedy nabierze pewności, to pokaże na co go stać. A stać go na wiele – tak Łukasza Mierzejewskiego ocenia Robert Kasperczyk.
Skoro są nowe elementy konstrukcji, to stare, które już nie gwarantowały solidności, trzeba było usunąć. W taki sposób z zespołem z ulicy Rychlińskiego rozstali się Michał Osiński (choć początkowo obrońca automatycznie przedłużył kontrakt, korzystając z zawartej w nim klauzuli), Adam Cieśliński (czołowy strzelec w I lidze na najwyższym szczeblu rozgrywkowym nie zachwycił i odszedł do Olimpii Grudziądz), Jacek Broniewicz i Frantisek Metelka.












