W Bielsku-Białej ŁKS pokonał miejscowe Podbeskidzie 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa w 43. minucie zdobył Wojciech Łobodziński, który popisał się pięknym uderzeniem. Spotkanie rozgrywane było w arcytrudnych warunkach – na boisku pełnym wody.

Już na samym początku goście powinni objąć prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego do piłki doszedł Saganowski, ale jego uderzenie głową okazało się niecelne. Wcześniej dobrą akcję przeprowadziło Podbeskidzie, ale czujnie zachował się golkiper ŁKS-u. W 5. minucie fantastycznym uderzeniem z narożnika pola karnego popisał się Bonin, ale Zajac wykazał się jeszcze lepszą interwencją. Płynną grę uniemożliwiał stan murawy. Rzęsiste opady deszczu nawiedziły tego dnia Bielsko-Białą i w efekcie zawodnicy mieli duże problemy z konstruowaniem akcji. W 15. minucie raz jeszcze bardzo dobrze pokazał się Bonin, który w polu karnym obrócił się z obrońcą na plecach i błyskawicznie zdecydował się na strzał. Piłka o kilka centymetrów minęła jednak bramkę Podbeskidzia. W tej fazie spotkania nieco lepsze wrażenie sprawiali goście, którzy atakowali z większym zaangażowaniem i determinacją.
Tymczasem gospodarze przez dłuższy czas nie mogli złapać właściwego rytmu gry. W kolejnych minutach spotkanie toczyło się głównie w środku pola, a dobrych i składnych akcji było jak na lekarstwo. Próbując dostosować się do panujących warunków, piłkarze obu drużyn korzystali przede wszystkim z podań górą, niemal kompletnie rezygnując z gry po ziemi. W 40. minucie z rzutu wolnego nieźle uderzał Patejuk, który pomylił się o kilkanaście centymetrów. Chwilę później goście dopięli swego. Piłkę w polu karnym od Saganowskiego dostał Łobodziński, który bez namysłu kopnął pod poprzeczkę, a Zajac mógł jedynie bezradnie obserwować futbolówkę. Kilkanaście sekund później arbiter zakończył pierwszą część spotkania.

Druga połowa rozpoczęła się od doskonałej okazji dla Podbeskidzia. Ładną, dwójkową akcję przeprowadził Demjan do spółki z Ziajką, a ten ostatni znalazł się sam przed golkiperem gości. Górą w tym pojedynku okazał się jednak Velimirović. Po przerwie gospodarze żwawiej ruszyli do ataków, ale dość dobrze poczynała sobie defensywa łodzian. W kolejnych minutach obserwowaliśmy bezładną kopaninę, w której trudno było wskazać lepszego. Żadnej z drużyn nie udało się stworzyć akcji podbramkowej, natomiast boisko przypominało jedno wielkie bajoro. W 74. minucie na strzał sprzed pola karnego zdecydował się Łobodziński, ale Zajac był na posterunku. Chwilę później Bonin był o krok od pokonania bramkarza gospodarzy, ale pomocnikowi ŁKS-u brakło kilku centymetrów po dograniu z lewej strony boiska.











