Widzew Łódź zatrzymał idącą po tytuł mistrzowski Legię Warszawa, remisując z liderem 1:1. Nie udało się w tym spotkaniu uniknąć kontrowersji. Nieuznany gol, nieco kontrowersyjny rzut karny, faul Kuciaka i przepychanki na boisku, to tylko niektóre momenty spotkania, które wywołały niezdrowe emocje.
W pierwszych minutach spotkania trudno było skupić się na grze piłkarzy. Głównym tematem rozmów było boisko, które było w fatalnym stanie. Aż dziwne, że sędzia pozwolił grać na takim klepisku. Przez pierwszy kwadrans zawodnicy nie radzili sobie chyba z nawierzchnią, bo mimo usilnych starań nie oglądaliśmy żadnej ciekawej akcji. W pierwszych 15 minutach to właśnie fatalna murawa wydawała się najsilniejszym punktem defensywy Widzewa.

Po kwadransie piłkarze wyszli z szoku i w końcu coś drgnęło. Najpierw legioniści wywalczyli rzut rożny, po którym sytuację wyjaśnił Bieniuk. Później niebezpiecznie na bramkę Mielcarza uderzał Janusz Gol. Przełom nastąpił w 24. minucie. Jakub Wawrzyniak posłał fenomenalne podanie w kierunku Michała Kucharczyka. Ten przyjął piłkę prawą nogą i uderzył lewą, mocny i precyzyjny strzał dał Legii prowadzenie.
Po stracie gola Widzew zaczął atakować nieco odważniej. Mocny strzał Kaczmarka z dystansu sprawdził czujność Dusana Kuciaka. Później doskonałą szansę na wyrównanie miał Łukasz Broź. Pomocnik Widzewa dostał świetne dośrodkowanie w prezencie od Kaczmarka, zrobił wszystko, co powinien, uderzył mocno i celnie, ale interwencja Kuciaka zasługiwała na jeszcze większe brawa niż strzał widzewiaka. Kolejny atak podopiecznych trenera Mroczkowskiego przyniósł upragnioną bramkę dla gospodarzy. Kaczmarek został kopnięty na pograniczu pola karnego przez Astiza, może i nic wielkiego się nie stało, ale kontakt był, zawodnik poszkodowany upadł, więc rzut karny się należał. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Radosław Matusiak, wychowanek Widzewa, który ostatnią bramkę dla tego klubu strzelił niemal dziesięć lat temu. Tym razem nie zawiódł, skierował piłkę w prawy dolny róg bramki Kuciaka i doprowadził do wyrównania.
Druga połowa nikogo nie oczarowała. Na początku lekką przewagę osiągnęła Legia, lecz później piłkarze obu drużyn bardzo się starali uśpić licznie zgromadzonych na stadionie kibiców. Ci już zaczynali liczyć baranki, żeby zasnąć na siłę, bo poczynań piłkarzy Widzewa i Legii nie dało się oglądać, aż tu nagle gospodarze zafundowali im terapię wstrząsową. Dośrodkowanie z prawego skrzydła minęło obrońców Legii i trafiło do Marcina Kaczmarka, który bez wahania uderzył z woleja. Strzał perfekcyjny, niezwykle mocny, w róg bramki Kuciaka, ale ten popisał się efektowną robinsonadą i uratował swój zespół przed utratą bramki.












