Rozgrywki Premier League wkroczyły już na ostatnią prostą. Do rozegrania pozostały cztery kolejki. Warto dodać, że będą to cztery nerwowe i fascynujące rundy, podczas których rozstrzygną się losy tytułu mistrzowskiego, udziału w europejskich pucharach i utrzymania. W najbliższy weekend kibice będą mogli delektować się spotkaniami Chelsea z Tottenhamem i Arsenalu z Manchesterem United.
W sobotę o 16:00 na Ewood Park przyjedzie Bolton Wanderers. Ekipa Owena Coyle’a jest w tym sezonie jedną z największych niespodzianek i na cztery kolejki przed zakończeniem rozgrywek zajmuje ósmą lokatę. Inaczej sprawa ma się z gospodarzami. Blackburn okupują aktualnie 16. pozycję w tabeli, ale nie gwarantuje ona na ten moment uniknięcia degradacji. Rovers nie zdołali wygrać żadnego spośród swoich ostatnich dziesięciu gier. Ponadto nie strzelili ani jednej bramki w poprzednich czterech spotkaniach. Jeśli gospodarze nie wyjdą z dołka podczas sobotniego meczu, będzie im bardzo ciężko utrzymać się w lidze. W kolejnym meczu o punkty będzie walczyć drużyna Iana Hollowaya. Blackpool podejmie bowiem Stoke City. Goście mogą się pochwalić niezłym rekordem na Bloomfield Road, ponieważ wygrali wszystkie z ostatnich pięciu meczów na obiekcie „Mandarynek” i nie przegrali żadnej spośród poprzednich dziesięciu ligowych potyczek. Blackpool za to czeka na pierwszą ligową wygraną ze Stoke już ponad 45 lat i nie zapowiada się, że stanie się to w sobotę, ponieważ gospodarze są w fatalnej dyspozycji. Wygrali zaledwie jedno spośród ostatnich 14 ligowych spotkań.

Również o 16:00 rozpocznie się mecz na Stadium of Light, gdzie Sunderland podejmie Fulham. Obie drużyny nie martwią się degradacją, ale to zespołowi Steve’a Bruce’a bardziej potrzebne są punkty. Biorąc pod uwagę ostatnią formę obu drużyn, faworytem na papierze jest Fulham, ale należy dostrzec to, że gospodarze w ostatniej kolejce przełamali złą passę dziewięciu spotkań bez zwycięstwa i pokonali Wigan, strzelając aż cztery gole. W kolejnym spotkaniu zmierzą się ze sobą WBA i Aston Villa. Oba zespoły sąsiadują ze sobą, zajmując kolejno 13. i 14. pozycję w tabeli. Dla „The Villans” taka sytuacja jest nie lada bolączką. Zespół aktualnie prowadzony przez Gerrarda Houlliera w ostatnich trzech sezonach regularnie ocierał się o grę w europejskich pucharach. O 16:00 rozpocznie się również spotkanie Wigan i Evertonu. Dla gospodarzy, którzy tkwią na 18., zagrożonej spadkiem, pozycji, będzie to arcyważne spotkanie. Trener Roberto Martinez stwierdził niedawno, że jego drużyna nie spadnie z ligi, ale żeby się tak stało będzie musiała w czterech ostatnich meczach wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności i skompletować jak najwięcej punktów. Pierwszy na ich drodze stanie Everton Davida Moyesa, który ostatnio radzi sobie bardzo dobrze i w ogóle nie przypomina drużyny z początkowej fazy sezonu.












